RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Losy Żydów łódzkich (1939-1942)

strona 112 z 315

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 112


Rozdział I. Od początku wojny do zamknięcia getta [15] 87

znanego Żyda, obywatela, kombatanta. Sprowadzono go na podwórze, zawiązano oczy, postawiono pod ścianą, rozkazano mu się do niej odwrócić. Za nim ustawili się żołnierze z wycelowaną bronią. W otwartych oknach czekaliśmy na komendę, po której padnie strzał. Nagle rozkazano, żebyśmy wszyscy w sali odwrócili się do ściany, [6] po czym nakazano nam położyć się twarzą do ziemi. Przeleżeliśmy tak dwadzieścia minut. Łatwo sobie wyobrazić, co wtedy przeżyliśmy. Nawet antysemici, którzy znajdowali się wśród nas, tracili przytomność. Potem nadszedł rozkaz, byśmy wstali i zamknęli okna. Odetchnęliśmy. Po kilku minutach wszedł adwokat Rubin. Jego twarz była żółto-czarna – wyglądał, jakby powrócił z zaświatów. Powiedzieli nam, że został skazany na rozstrzelanie, ale go ułaskawiono. Pozostałych pięćdziesięciu mężczyzn zabrano i do dziś nie wiadomo, co się z nimi stało. Pojawiały się plotki, ale nie było żadnej pewnej wiadomości. Życie powoli zaczęło się normalizować. Pojawił się gestapowiec, któremu towarzyszyli volksdeutsche. Gestapowiec zażądał Żydów na roboty, a volksdeutsch ich wybierał. Pierwsza praca polegała na czyszczeniu podwórza i klozetów, rąbaniu drwa. Drewno brano z fabryki Glazera. Zabierano stamtąd drewniane krzesła i je rąbano.

Do pierwszej grupy należeli: Jakub Ajzner199, adwokat Glatter200, adwokat Rubin, Akawia201 i inni. Przy rąbaniu drewna [strażnicy] odnosili się [do więźniów] pozytywnie. Kiedy grupa się wyrywała do pracy, żołnierze mówili, żeby się nie spieszyć i pracować spokojnie. Druga grupa poszła napełnić beczkę wodą z pompy. Bardzo źle odnosili się do nas strażnicy w sali. Wstawaliśmy o siódmej rano i musieliśmy iść się umyć pod studnią (była zima). W całej sali było 12 misek. Do toalety wychodziło się po dwudziestu, jeden prowadził. Dawano na to dziesięć minut. [7] Chrześcijanie wykorzystywali ten czas na palenie, co było surowo zakazane. Na rozkaz głównego komendanta202 stawaliśmy do apelu i słuchaliśmy jego mowy. Mówił dość uspokajająco. Obok stał tłumacz, który przekładał na polski. [Komendant] obiecywał poprawić warunki w obozie, zorganizować łazienki, dostarczyć wodę do sal, zrobić toalety i zaprowadzić inne udogodnienia. Podkreślił, że