RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Losy Żydów łódzkich (1939-1942)

strona 49 z 315

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 49


24 Rozdział I. Od początku wojny do zamknięcia getta [4]

Poważną moją troską był problem uratowania mej biblioteki, która zajmowała (szafy i półki) 1½ pokoi. Miałem dużo bardzo wartościowych dzieł w polskim, rosyjskim, francuskim, niemieckim, angielskim z przeróżnych dziedzin: literatura, filozofia, historia, prawo, socjologia, ekonomika, polityka, komplety późnych pism i periodyków z różnych okresów czasu, całe roczniki, w szczególności dobrze [reprezento]wany był dział socjologii, aa[...]aa prawa międzynarodowego aa[...]aa

[3] Zbierając książki w ciągu prawie 30 lat miałem dużo białych kruków. Nie wychodząc z mego gabinetu-biblioteki, mogłem gruntownie oświetlić każdą ważniejszą kwestię, co miało dla mnie duże znaczenie, gdyż pisywałem wieczorami i w nocy. Chciałem swą bibliotekę umieścić w bibliotece miejskiej, ale okazało się to niemożliwe, gdyż głównego bibliotekarza nie było, a klucze były w ręku okupantów. Nie udała mi się również próba schowania biblioteki w jakimś ze składów fabrycznych, gdyż dyrektorzy i magazynierzy bali się swych podwładnych – urzędników Niemców. Toteż biblioteka moja pozostała w Łodzi, a że cały dom został zarekwirowany na rzecz żandarmerii niemieckiej, należy przypuszczać, że biblioteka została zarekwirowana, a może poszła na przemiał dla wyrobu papieru. Wraz z biblioteką przepadły zapiski w różnych kwestiach prowadzone od 30 lat, zakończone i rozpoczęte prace naukowe, które kosztowały mnie wiele lat trudu, a których już nie sposób będzie, z braku notatek i książek, na nowo odtworzyć. Z utratą biblioteki musiałem się z bólem serca pogodzić. Notatki, zapiski i prace próbowałem uratować, ale i to mi się nie udało, wszystko to przepadło wraz z rzeczami.

Znajomi co dzień podawali nowe marszruty jazdy za Bug, nowych przewodników, koszta; i w tej dziedzinie zresztą nadchodziły wiadomości niewesołe – mówiono, że temu lub innemu znajomemu nie udało się przejść, że ludzie muszą tygodniami czekać na okazję w pasie granicznym lub w Warszawie. Jednocześnie kolportowano „niedorzeczne wiadomości” o przyjściu „czerwonych” (nazywaliśmy to bald kumen49), podawano jak najdokładniejsze terminy, które pozostawały pium desiderium50. Mówiono o tym, że jakieś afisze we Lwowie i Białymstoku zapowiadają to przyjście „czerwonych” aa[...]aa, zamianę Lwowa lub małopolskich terenów.

[4] Żyliśmy z jednej strony jak na wulkanie, a z drugiej strony jak w podróży. Mieliśmy część rzeczy spakowanych na wypadek rekwizycji mieszkania, a część rzeczy w plecakach i walizkach na wypadek nagłego wyjazdu z Łodzi. Jednocześnie chcieliśmy trochę rzeczy wysłać koleją, ale nie mogliśmy się zdecydować, dokąd rzeczy wysłać, gdyż mieliśmy różne plany co do wyjazdu do przyjaciół chrześcijan pod Warszawę, do przyjaciół do Warszawy lub też do siostry żony na Kraków. Nie wiedziałem, czy wyjadę z żoną, czy też początkowo wyjadę sam. Więc również i ta okoliczność musiała wpływać na wybór rzeczy przeznaczonych do wysyłki.