RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Losy Żydów łódzkich (1939-1942)

strona 71 z 315

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 71


46 Rozdział I. Od początku wojny do zamknięcia getta [5]

Rodziny przysyłały więźniom pożywienie, które nie zawsze było przyjmowane, a były nawet wypadki jednoczesnego zwrotu rodzinie odzieży więźniów, co kazało przypuszczać, że więźniowie ci już nie żyją, co jak się później okazało, nie odpowiadało rzeczywistości.

Mniej więcej około tegoż czasu rozpoczęto wysyłanie Żydów z Łodzi – całymi domami; wraz z nimi wysyłano między innymi do Krakowa aresztowanych intelektualistów i przedstawicieli przemysłu i handlu. Gmina opiekowała się wysłanymi dając im na drogę sumę pieniężną, jaką można było legalnie zabrać (20 złotych na osobę)107.

[37] Z naszego domu wysłano nieoczekiwanie nie Żyda, lecz aptekarza-Polaka108. Zarówno on, jak i żona i dzieci byli bardzo uprzejmi i uczynni, pozwalali nam przekradać się do domu przez aptekę, chowali rzeczy sąsiadów-Żydów, wzięli na przechowanie moje palto zimowe. Wprawdzie pewnego dnia miałem przykrą niespodziankę, znajdując na drzwiach mieszkania aptekarza napis: „mieszkanie aryjskie właściciela apteki”, co podkreślało niearyjskość 2 sąsiednich mieszkań, ale nie miałem tego aptekarzowi za złe, chciał on uniknąć dobijania się niepożądanych gości i do jego mieszkania. Otóż pewnego dnia Niemcy aresztowali znanego endeka, aptekarza Rembielińskiego109, przyjaciela naszego sąsiada. Wzbudziło to w naszej sąsiadce obawy, że i jej męża może spotkać ten sam los. Wieczorem przyszła do nas, podzieliła się swymi obawami i poradziła odebrać palto. Przeczucie jej okazało się słusznym, gdyż nazajutrz Niemcy zjawili się wczesnym rankiem, kazali im się zbierać i po 2 godzinach zabrali ich do obozu na Łąkową110, a mieszkanie i aptekę opieczętowali. Z Łąkowej aptekarz został z rodziną wysłany do Krakowa. Nam osobiście aptekarka gotowa była oddać osobistą przysługę. Wobec tego, że często nas odwiedzała nasza przyjaciółka Rosjanka, co mogło się rzucać w oczy naszym sąsiadom – Hipciom (Hilfspolizei), umówiłem się z aptekarką, że w razie dochodzenia Hipciów p. X. powie, że odwiedza aptekarkę, którą w związku z tym zapoznałem z p. X. Z aryjczyków odwiedził nas dwukrotnie mój dług[o]letni przyjaciel, wybitny łódzki artysta-malarz Karol Hiller z żoną. Poza tym pewnego dnia odwiedziła nas nieoczekiwanie znajoma mo[jej] żo[ny] [38] pewna volksdeutschka, co miało dla nas decydujące konsekwencje, o czym napiszę osobno.