RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Cwi Pryłucki Wspomnienia (1905-1939)

strona 171 z 219

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 171


Cwi Pryłucki. Wspomnienia (1905–1939) [1] 145

„Das war Macht, das war Kraft”611– krzyknął kilka razy po niemiecku.

Gdy pożegnał się po przyjacielsku ze wszystkimi i wyszedł, Rafał Szereszewski wziął mnie pod rękę, zaprowadził do innego pomieszczenia i zapytał: „Po co »Moment« poczynił teraz takie kolosalne wydatki na maszynę i nowy budynek, właśnie teraz, gdy do kraju zbliża się kryzys ekonomiczny?”

Odpowiedziałem, że dzięki nowej inwestycji oczekujemy wzrostu obrotów. Z powątpiewaniem pokręcił tylko głową i rzekł bardzo uroczyście: „niech wam Bóg dopomoże”.

Rozmowa ta zrobiła na mnie duże wrażenie. Widziałem w niej zapowiedź sceptycznego podejścia, z jakim ywarszawskiey kręgi finansowe będą się odnosić do „Momentu”.

Zmiana sytuacji nie dała długo na siebie czekać. eKolosalna suma, którą wydał „Moment”, pierwsze raty na spłatę maszyny, jej transport i montaż, wybudowanie budynku i przerobienie instalacji elektrycznej tak bardzo nadwyrężyły środki finansowe wydawnictwa, że trzeba było prolongować weksle, bo nie można było ich spłacić w terminiee612.

[262] 25 marca 1941. Już pierwsza prolongata była rodzajem sygnału dla wszystkich kredytodawców, że „Moment” nie ma zdolności kredytowej i zamiast proponować mu nowe pożyczki, ściągali stare.

Sytuacja finansowa stawała się z każdym dniem coraz cięższa i w przeddzień uroczystego otwarcia nowego budynku i uruchomienia nowej maszyny, główny gospodarz przyjęcia, Chaim Prużański, nie wyglądał odświętnie i snuł się jak cień w posępnym humorze po pokojach redakcji. Prawdopodobnie dlatego, że to on doprowadził „Moment” do takiego stanu.

Po kilku dniach znaleziono go martwego w pokoju hotelowym, gdzie mieszkał całkiem sam (żona mieszkała w Erec Israel, a dwóch synów studiowało w Londynie).

Oficjalnie umarł na zawał serca. Jednak bardziej usprawiedliwiona była plotka, że popełnił samobójstwo, nie chcąc dożyć bankructwa, którego sam był winowajcą.

Po śmierci Prużańskiego i podliczeniu wszystkich długów stało się jasne, że bez nowych pożyczek „Moment” nie będzie w stanie pokryć wszystkich rosnących wydatków. Pojawił się zatem pomysł przekazania ycałego majątku wydawnictwa z aktywami i pasywamiy w ręce osób, które utworzyłyby kooperatywę, a w której udziały mieliby pracownicy redakcji, administracji i drukarni. Kooperatywa miałaby być prowadzona przez wybrany zarząd, w skład którego [263] weszliby przedstawiciele wszystkich trzech [grup] personelu. Zarząd miałby prawo do obniżania pensji pracowników, aby w ten sposób stworzyć finansową rezerwę na spłatę długów „Momentu”.

yPlan ten został zrealizowanyy. Niestety, w czasie tworzenia kooperatywy coraz większą rolę zaczęły odgrywać osoby, które w czasie kryzysu w interesie utrzymały się na powierzchni za sprawą swojego tupetu. Aby zapewnić sobie większość yw wyborachy przegłosowano, że do kooperatywy mogą wejść nie tylko czynni i długoletni pracownicy ze wszystkich trzech grup pracowniczych, ale także przypadkowi pracownicy, prości sprzedawcy i chłopcy na posyłki.

Z czasem okazało się, że kooperatywa nie dorosła do swego zadania.