RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Cwi Pryłucki Wspomnienia (1905-1939)

strona 172 z 219

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 172


146 Cwi Pryłucki. Wspomnienia (1905–1939) [1]

XZarząd trzymał się zarysowanej linii około roku, znacznie redukując pensje i częściowo spłacając długi. Pomału jednak zmieniano [obrany] kierunek: premie zaczęto przyznawać „po koleżeńsku” lub z powodu osobistych interesów i wydatki zaczęły rosnąć.X

Członkowie redakcji, mimo że czuli się już jak wielcy państwo, pracowali dalej mniej lub bardziej intensywnie. Zecerzy za to coraz bardziej skracali swój czas pracy i zamiast ośmiogodzinnego dnia pracy doszli do sześciogodzinnego. Doszło do tego, że trzeba im było płacić za nadgodziny, a nawet ybraćy cudzych zecerów. W ten sposób produkcja jeszcze bardziej zdrożała, nie mówiąc już o tym, że drukarnia nie mogła przyjmować prywatnych zleceń, jak było w planach.

Także administracja nie była w porządku. Mimo że byli tam zatrudnieni zbędni pracownicy, którzy zostali jeszcze ze starych dobrych czasów [264] i których nie można było zwolnić, ponieważ byli członkami kolektywu, zaczęto poprzez protekcję przyjmować coraz więcej nowych pracowników, co jeszcze bardziej zwiększyło wydatki wydawnictwa.

X15 kwietnia 1941. Mój syn Nojech, któremu nowa sytuacja yw gazeciey nie przypadła do gustu, wykorzystał okazję i wyjechał do Paryża, gdzie mieszkał przez około dwa lata (na marginesie – redagował tam żydowski dziennik613). Regularnie przysyłał z Paryża artykuły, ale nie były one tak aktualne jak wówczas, gdy mieszkał w Warszawie.

Stanowiło to dla gazety dużą stratę. Nie mniejszą stratą jednak było to, że redakcja straciła [w osobie mojego syna] obrońcę, zawsze interweniującego u władz z powodu niesprawiedliwości wyrządzanych żydowskim gminom, które zwracały się do „Momentu” z prośbą o pomoc i interwencję.

W takich przypadkach mój syn Nojech yzupełnie bezinteresowniey czuwał i wykorzystywał swoje znajomości w kręgach rządowych, aby interweniować w sprawach, w których interesy gmin mogły ucierpieć.

Należy podkreślić, że jego interwencje zawsze odnosiły sukces, nie tylko wtedy, gdy był posłem na Sejm, ale także później. W kręgach rządowych zawsze odnoszono się do jego osoby z ydużymy szacunkiem.

Gdy (po wyjeździe Nojecha) [do redakcji] nadal przychodzili delegaci z wiadomościami, że urzędy podatkowe w ich miastach niebywale podniosły obciążenia podatkowe yw stosunku do żydowskich firmy i że nie wpuszcza się Żydów na targi (a szykan wobec Żydów już wówczas nie brakowało), postanowiłem prosić o interwencję yurzędującegoy deputowanego z żydowskiego klubu w Sejmie (Koło Żydowskie). Niestety, nie osiągnąłem u niego pozytywnego rezultatu. Gdy ypewnego razuy do Koła Żydowskiego przyszedł petent z listem polecającym ode mnie, usłyszał, że właśnie odbywa się konferencja i że nie można teraz nikogo przyjąć. Innym razem ywszyscy żydowscyy posłowie byli właśnie na posiedzeniu Sejmu i nikt z Koła nie przyjmował petentów. Trzeci raz petentowi kazano czekać w kolejce bliżej nieokreślony czas, aż będzie mógł zostać przyjęty. Po takich przypadkach, które powtarzały się ywiele razyy, postanowiłem