RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Cwi Pryłucki Wspomnienia (1905-1939)

strona 52 z 219

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 52


26 Cwi Pryłucki. Wspomnienia (1905–1939) [1]

gazety Hortensji skierowany przeciwko [naszej] gazecie. Przyjaciele opowiedzieli jej to, a następnie przekazali Ippo jej odpowiedź, że gdyby „Kurier Warszawski” drukował żydowskimi literami jakiekolwiek anonse winiet, musiałby także drukować anonse winiet po rosyjsku. Tego zaś robić nie chce. Jeśli natomiast nazwa gazety zapisana zostanie łacińskimi literami, anons zostanie wydrukowany.

Z tego powodu winietę przerobiono i w „Kurierze Warszawskim” zapowiedź została wydrukowana, ale w innych polskich [19] gazetach nawet w takiej formie [winieta] nie została przyjęta.

Już w trakcie wydawania gazety okazało się, że nie istnieje aparat umożliwiający detaliczny kolportaż i sprzedaż „Weg”. Jak bardzo by to nie było niewiarygodne, faktem jest, że w największej żydowskiej gminie nie było wtedy organizacji działającej na rzecz popularyzacji prasy. Hebrajskie gazety „Ha-Cefira” i „Ha-Cofe”, które w tym czasie ukazywały się w Warszawie, były zdane głównie na abonentów i na nikłą sprzedaż detaliczną [prowadzoną] przez kilku nieżydowskich sprzedawców prasy, którzy zgodzili się sprzedawać żydowskie gazety prawie ukradkiem, trzymając je pod stosem polskich gazet, tak, aby nikt ich nie zauważył, a wyjmowali je ytylko wtedyy, gdy ktoś o nie prosił. „[Der] Weg” udało się przetrzeć szlaki także żydowskiemu kolportażowi.

Nie było wtedy jeszcze w Warszawie kiosków sprzedających prasę, a gazety sprzedawano w księgarniach [20] i w sklepach papierniczych, które posiadały na to specjalną koncesję od rosyjskiej władzy. Lecz zarówno żydowskie, jak i nieżydowskie sklepy tego rodzaju odmówiły przyjęcia do sprzedaży żydowskiej gazety, bojąc się, że przyniesie im to straty i pozbawi klientów.

W związku z tym „Der Weg” stał się także prekursorem w zakładaniu sklepów, które miały sprzedawać żydowską prasę. Na początku wydano dziesięć pozwoleń na sprzedaż prasy żydowskim sklepom w Warszawie. Wystarałem się o nie, interweniując u władzy. Tylko te sklepy140 ymiały pozwoleniey na publiczną sprzedaż „Der Weg”, chociaż dla nich dużo ważniejsza była możliwość sprzedaży polskich gazet i przy pierwszej okazji rzeczywiście ukrywali „Der Weg”. Wydawnictwo musiało więc wysyłać kontrole, aby sprawdzić, czy gazeta wyłożona jest na wystawie.

Jeszcze gorzej rzecz miała się na prowincji. Administrator „Der Weg” korespondował z różnymi żydowskimi księgarniami w różnych polskich miastach i [21] proponował im wysłanie gazety w komis w przeciągu dwóch tygodni. Ale z wiadomości, które otrzymywał, wynikało, że księgarnie ukrywały żydowskie gazety i wyjmowały je tylko, gdy o nie proszono. Trzeba było więc wysłać specjalnych wysłanników na prowincję, zatrudnić agentów i utworzyć punkty sprzedaży.

Przytoczę jeszcze jeden charakterystyczny dla tamtego okresu fakt. Z gazet, które wysłane zostały w komis w różne miejsca, wiele wracało jako tak zwane zwroty, które zwyczajowo sprzedawane były jako papier pakowy. W Warszawie jednak w tym okresie niemożliwa była sprzedaż naszych zwrotów ydo sklepów nieżydowskichy. Także żaden żydowski sklep nie chciał wziąć jako papier pakowy gazety [drukowanej] żydowskimi literami. Tak więc, gdy zebrała się duża liczba zwrotów, odsyłano je aż do Brześcia.

8 czerwca [19]40. Mimo trudności ze stworzeniem kolportażu ydla sprzedaży indywidualnejy żydowskich gazet, prospekt, który rozprowadzony został w tysiącach egzem-