RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Getto warszawskie, cz. II

strona 153 z 696

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 153


130 Gospodarka [25] „Niech tylko przyjdą…”, jednak wyczuwa się u nich wielki podziw dla jego sposobu życia.

Kiedy tragarz Abram zapadł na tamtą chorobę (tyfus), wszyscy bardzo żałowali, że właśnie jemu się to przytrafiło, ponieważ tragarz ten ze swoim podejściem był wyjątkowy.

***

Również wśród odbiorców są różne osoby. Od dawien dawna jest zwyczajem, że zostawia się coś dla robotników za pomoc, kiedy przyjeżdża się odebrać towar. Teraz jednak unika się tego za pomocą różnych forteli. [12] Robotnicy skarżą się: „Czy możemy się obyć [jedynie] naszą dzienną zapłatą? A oni wkładają cały ten cukier do marmolady? Obchodzi ich cała historia? Przy tym wszystkim obiecują, że nas ozłocą, aby załatwić ich szybciej i dać dobry towar. Potem jednak udają, że nic nie wiedzą. Musimy za nimi iść i wyciągać rękę i domagać się swojego długu”.

Ze wzruszeniem wspominani są odbiorcy owsa, młynarze – zupełnie inni ludzie niż fabrykanci cukierków. Opowiadają o jednym drobnym kupcu owsa: „szlachetność człowieka” i dodają cynicznie: „Oczywiście, żyj i pozwól żyć…”. Jako że zapłata w proporcji do drożyzny jest praktycznie żadna (10 złotych dziennie dla rodziny złożonej z czterech osób, to wychodzi ćwiartka chleba dziennie), a praca nie zawsze jest lekka, każdy na „Umschlagplatzu” stara się urzeczywistnić powiedzenie: „Jeśli żyjesz, daj żyć również mnie.”

Tym zajęte są myśli wszystkich.

Wśród robotników i urzędników z „Umschlagplatzu” są ludzie, którzy kiedyś zajmowali samodzielne stanowiska. Inteligenci, którzy w ogóle nie przeszli wewnętrznie procesu przewarstwienia, mówią jeszcze o starych dobrych czasach i z tęsknotą spoglądają w przeszłość.

Znajdują się tu ludzie, którzy raczej powinni siedzieć w domu i ich pensje również powinno się wysyłać do domów. Może wyszłoby taniej.

Oto mamy jednego starszego Żyda. Oczywiście czyjś powinowaty. Jego jedyne zadanie polega na tym, że kiedy towar jest dostarczany albo wywożony ma zwracać uwagę, żeby nie został skradziony. Tragarze i furmani robią na jego oczach wszystko co chcą, a on nic! Stoi i czerpie przyjemność z ich działań. Pojawiają się jednak dzieci, blade, chude i zmizerowane, z wyciągniętymi [rączkami] i wychudłymi twarzyczkami, bez kropli krwi, to już nie są ludzkie twarze, chcą czegoś spróbować, polizać kawałek cukru. Puszcza się za nimi stary z biczem w ręku i goni je w koło aż oczy wychodzą mu na wierzch. A tymczasem robione są prawdziwe [14] „interesy”.

Jest wielu robotników i urzędników z pozytywnym stosunkiem do pracy. Biorą oni pracę na poważnie i szanują ją jak należy. Są jednak „arystokraci”, dzieci, które siedziały przy tacie w winnicy. Traktują oni pracę jako krzywdę i wszystko jest przez nich robione niedbale. Nie ma gospodarskiej myśli ani gospodarskiego działania. Nie ma należytej kontroli. Siłą rzeczy nie ma rytmu pracy.

Wszyscy się pod tym podpisują: konserwacja beczek z burakami i brukwią powinna być prowadzona ściślej i lepiej. Z już przerobionych powinno robić się czasowe „próbki losowe”. Stoją puszki z burakami i są całkowicie zardzewiałe i oczywiście