RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Getto warszawskie, cz. II

strona 158 z 696

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 158


Gospodarka [26] 135 „Buks” pracuje na akord, od sztuki i oprócz tego otrzymuje zapłatę za swoje wydatki w podróży. Arbitrażyści ryzykują jedynie pieniędzmi, „buks” swoją wolnością, a nawet głową. Przewiezienie waluty z jednego miejsca na drugie, będąc pod obserwacją niemieckich żandarmów, nie należy do rzeczy łatwych. System nerwowy „buksa” nie jest w stanie długo tego wytrzymać. W ten sposób mnożą się fizyczne ofiary „arbitrażu”.

Ulica Pawia koncentruje wszystkie nici handlu walutą w swoich rękach. Można tu kupić albo sprzedać zarówno jednego dolara, jak i tysiąc. Są tutaj specjaliści zajmujący się jedynie skupowaniem i sprzedażą pojedynczych dolarów, „jedynek”, jak również specjaliści od banknotów studolarowych – „bletl”227i banknotów pięćdziesięciodolarowych „fulbletl”228. Fałszowanych „miękkich” jest na Pawiej mniej. Prawdziwi i uczciwi waluciarze nie chcą się w to mieszać. Inaczej sprawa ma się ze „świnką”. Fałszywych „świnek” jest [9] bardzo dużo i mało kto nie handluje tym towarem. Odróżnienie sfałszowanej „świnki” od oryginalnej nie należy do łatwych rzeczy. Trzeba mieć do tego wykwalifikowanego specjalistę. „Mennice” takich fałszywek znajdują się w rzeczywistości gdzieś na strychach albo w piwnicach, a nie w przestronnych salach carskiej mennicy, ale złoto jest to samo, a format i sztanca229identyczne. Dźwięk i awers sfałszowanej „świnki” mogą wprowadzić w błąd nawet doświadczonego bankiera. Jednak specjalista z ulicy Pawiej w jednej chwili rozpozna „lipę” (fałszywkę) wśród niesfałszowanych monet.

To samo można również powiedzieć o sfałszowanych „twardych” (amerykańskich) dziesięciodolarówkach. „Twarda” dziesiątka z głową Indianina jest prawdziwa, to fakt, niemniej jednak, nie zamyka to możliwości dobremu specjaliście wytworzenia identycznej monety, która tu jest legalną walutą! Każdy fach ma swoich speców, ale speców od walut można znaleźć tylko na ulicy Pawiej.

Kto był pierwszym, który wpadł na pomysł, że „miękkie” z dziurką od szpilki, z plamą albo zabrudzone przedstawiają mniejszą wartość – to już oczywiście nie zostanie wyjaśnione i pozostanie zagadką. Pewna jest tylko jedna rzecz, że dzięki [10] temu pomysłowi niejeden „waluciarz” zarobił niezły majątek. Za taki „wadliwy” banknot płaci się 2 złote mniej, a że dalej pieniądze wpadają we właściwe ręce, dziurka jest zaklejana mieszanką z mydła i popiołu i jest nie do rozpoznania. To samo dzieje się z plamą, którą zmywa się odrobiną benzyny i „towar” z defektem jest sprzedawany jako pełnowartościowy. Jest to wykalkulowany i pewny interes i nie wymaga żadnego nadzwyczajnego profesjonalizmu.

O wiele trudniej jest naprawić destrukty230, podarty „towar”, poobrywane rogi banknotów, wypalone dziury itp. Ale również od tego są fachowcy. „Destrukty”, których nie można już w żaden sposób naprawić, wysyła się za granicę, gdzie legalnie wymieniane są na nowiutkie dolary, ponieważ w rzeczywistości po co kupować na Pawiej „jeki” (marki), wysyłać je za granicę i tam kupować za nie dolary, skoro można wywieźć uszkodzone dolary, a przywieźć nowe. Mądra transakcja, na której można zarobić od

20 do 30%. I wszystko to bez ryzyka odnośnie do kursu. Na takie transakcje mogą