RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Getto warszawskie, cz. II

strona 173 z 696

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 173


150 Gospodarka [29]

na placu zaledwie 30–40%. Pozostałe 60% sprzedających stanowią nowi wojenni handlarze. Sprzedawca skarpet to dawny poborca, a Żyd z [3] przyborami szewskimi to handlarz skórą, pogorzelec z Franciszkańskiej. Młody człowiek z chusteczkami to były pracownik z ulicy Gęsiej. Kobieta z walizeczką towaru to rezerwistka. Kim są ci tam? To chrześcijanie. Żydzi szepczą, że podejrzany towar, wystawiony przez młodego goja, wygląda na zrabowany ze sklepu żydowskiego.

Ogólnie rzecz biorąc, na Wołówce na nowo rozpoczął się handel, tak było przez całą zimę i lato roku 1940. Władze miejskie pozwoliły nawet postawić nowe budki, które z początku wynajmowano chrześcijanom. Żydzi jednak też wynajmowali budki i wystawiali towar.

Listopad 1940

Stan ten trwał do jesieni 1940 roku, kiedy to zaczęto mówić o getcie dla warszawskich Żydów. Z początku Żyd z Wołówki nie rozumiał, co to takiego getto. Wyobrażał sobie tylko, że to kolejna szykana wobec Żydów. Ludzie na placu mówili: „Getto-szmetto, oby mieć tylko parę złotych zarobku”. Aż nadszedł listopad i pewnego ranka (piętnastego), gdy żydowscy kramarze wyszli z domów z kluczami, aby otworzyć swoje budki, nie dopuszczono ich do nich. Z jednej strony mur na Pokornej i Stawkach, z drugiej niemiecka wacha odcięła Żydom drogę na Wołówkę. Dzielnica żydowska została bez Wołówki, placu, na którym handlowano starzyzną!

Ceny spadają i rosną

Żydowski handlarz musiał, głęboko wzdychając, pożegnać się z placem, nie tyle z samym miejscem, lecz z chrześcijańskimi klientami, którzy zostali po tamtej, aryjskiej stronie. Jak się zejdą jeden z drugim? No, chyba że chrześcijanin przeszmugluje się ze swojej „aryjskiej dziel[4] nicy”. Ale jeśli już zjawi się w ten sposób jakiś chrześcijański klient – jeden na stu – będzie żądał, żeby oddać mu towar za pół darmo. Skoro ryzykuje, chce mieć z tego jakiś zysk. Oby tylko był taki klient, lepsze to niż nic, gdyż tu żydowski handlarz nie ma komu sprzedać towaru, poza innymi Żydami. A który Żyd będzie w dzisiejszych czasach cokolwiek kupował? Wszyscy chcą dzisiaj tylko sprzedawać, a jeśli już ktoś coś kupuje, to tylko po to, by później odsprzedać to gojowi. Rozumie się, że ceny na tym ucierpią. W związku z tym z dnia na dzień – jak tylko oficjalnie powstała dzielnica żydowska z wytyczonymi granicami – spadły ceny wszystkich towarów w getcie, wzrosły za to ceny wszelkiej żywności.

Zamiast Wołówki

Można by sądzić, że po tym jak zabrano Żydom ich miejsce obrotu starzyzną, ten rodzaj handlu całkiem wśród nich upadnie albo przynajmniej skurczy się do minimum; stało się jednak odwrotnie. Choć żydowski handel doznał całkowitej zapaści, to właśnie handel starzyzną ożywił się wśród Żydów. Z początkiem zimy 1941 roku obrót rzeczami używanymi rozkwitł i z dnia na dzień rozrastał się tak, że plac handlowy w dzielnicy żydowskiej, który miał zastąpić Wołówkę, zajmował coraz to nowe ulice. Najpierw plac Parysowski263, potem jeszcze inne ulice.