RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Getto warszawskie, cz. II

strona 176 z 696

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 176


Gospodarka [29] 153

zaś jeżdżą z towarem po wsiach. Gdy pojawi się taki chrześcijański klient, oblegają go zaraz żydowscy handlarze, proponując zewsząd swój towar.

Dawny handlarz skórą z Franciszkańskiej, niejaki Z., stojący na placu z kawałkami zelówek, opowiada następującą historię: zna chrześcijańskiego szewca, który od momentu ustanowienia getta całkiem przestał pracować w swoim fachu. Zajmuje się wyłącznie szmuglowaniem cholewek. Zarabia przy tym dziennie więcej niż zarobiłby jako szewc przez cały tydzień. Dawny producent bielizny z Nalewek, pan P., opowiada z kolei, że: wie o jednej chrześcijance, biednej praczce z Muranowskiej, która dziś mieszka już w „polskiej [9] dzielnicy”. Kobieta stała się bogaczką. Codziennie przychodzi na plac i skupuje rozmaite sztuki bielizny, które potem przenosi na tamtą stronę. Dawny sprzedawca odzieży z Miodowej, pan M., który dziś kręci się na odcinku Lubeckiego między Miłą a Niską obwieszony ubraniami, też chce coś przekazać. Najpierw o swojej branży – konfekcji. Przed wojną na ulicach Miodowej, Elektoralnej, Świętokrzyskiej, Wałowej było ponad 100 żydowskich sklepów z konfekcją. Przetrwały one rozmaite kłopoty: naloty, rabunki, rekwizycje i wreszcie zakaz handlowania przez Żydów nowymi ubraniami269. Dziś wszyscy są na placu, wszyscy równi – arystokrata z Miodowej z biedakiem z Wałowej. Jednakże ogólnie rzecz biorąc, to nie wszyscy [z branży] zostali na placu, [tylko] niecałe 20%. Część poszła pracować do szopów, część po prostu nie ma pieniędzy na towar. Przyszli za to inni handlarze konfekcją, większość to przesiedleńcy, ale z branży odzieżowej. Zarobki nie są najgorsze – od

100 do 200 zł dziennie – plac stał się rezerwuarem pieniędzy, które spływają z „tamtej strony”, każdego dnia dziesiątki tysięcy. Dzienny obrót pieniężny wynosi niemal

1 milion złotych, to nie przesada. Obecnie, latem 1941 roku, przychodzi tu kupować kilka tysięcy chrześcijan dziennie. Dzięki temu część Żydów w getcie czerpie jeszcze siłę do przetrwania. Rozmawiając z żydowskim skupującym, można się dowiedzieć, że handlarz na placu zarabia od 10 do 20 zł dziennie, a także, iż brakuje już starzyzny i coraz mniej jest sprzedawców starych ubrań. Żydzi już się wyprzedali i nie mają czego [dalej] sprzedawać. Oto powód, dla którego w sierpniu 1941 roku cena sta[10] rzyzny dramatycznie podskoczyła.

Uzupełniając raport o dzisiejszym handlu starzyzną wśród Żydów w zamkniętej Warszawie, warto podać oświadczenie dyrektora Związku Drobnych Handlarzy w Warszawie, [przy ul.] Leszno 42270, pana Grafa271. Według oświadczenia pana Grafa na Kercelaku było 800 żydowskich handlarzy. Po bombardowaniach, w związku z antysemickimi wystąpieniami, na placu zostało niecałe 20% żydowskich kramarzy, a dziś nie ma tam już ani jednego Żyda. Warto też wiedzieć, że na placu ze starzyzną