RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Getto warszawskie, cz. II

strona 200 z 696

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 200


Gospodarka [35] 177

[5] Po utworzeniu dzielnicy żydowskiej Żydzi, którzy do listopada 1940 r. mieszkali, względnie mieli swe przedsiębiorstwa na ulicach, które wyłączone zostały z dzielnicy żydowskiej, podlegali 2–3 urzędom skarbowym, pozagettowemu z tytułu należności podatkowych za okres do listopada 1940 r., gettowemu za okres od listopada 1940 r. Ktoś mieszkał przed utworzeniem dzielnicy żydowskiej na ulicy Granicznej – podlegał więc XXI Urzędowi Skarbowemu (pozagettowemu), sklep miał na Marszałkowskiej, [to] z tego tytułu dla podatku obrotowego właściwym był I Urząd Skarbowy (pozagettowy), po przeprowadzeniu się na ul. Leszno podlegał XI Urzędowi Skarbowemu, a gdy do tego i swój sklep przeprowadził na ulicę powiedzmy Nalewki, to i z XVI Urzędem Skarbowym musiał mieć do czynienia w sprawie swego podatku obrotowego.

Na ogół obowiązywała wówczas zasada, że wymiar i inkaso podatków należały do pozagettowego urzędu skarbowego, jeżeli chodziło o należności sprzed listopada 1940 [r.], egzekwować natomiast te same należności mógł tylko urząd skarbowy właściwy dla miejsca zamieszkania płatnika w getcie. W praktyce jednak wyglądało to trochę inaczej. Urzędnicy urzędów skarbowych pozagettowych nie chcieli rezygnować z zarobków: pod pozorem inkasa podatku, przychodzili poborcy z tytułami wykonawczymi i egzekwowali te należności. Urzędy konkurowały ze sobą po prostu o płatników żydowskich, zamiast przesyłać dokumenty do właściwego urzędu, przetrzymywały je u siebie miesiącami, a cierpiał na tym zwykle płatnik żydowski. Różnorakiego rodzaju afery pochodziły z tego, co jeszcze bardziej pogłębiało panujący chaos.

Chaos ten przeniósł się z czasem i na urzędy gettowe. Kto nie miał dowodu całkowitego uiszczenia należności podatkowej, ten nie był pewien, czy go nie odwiedzi

3–4 poborców. A wizyta takiego poborcy podatkowego nie należała zgoła do wielkich przyjemności. Przychodzili oni do płatnika [6] Żyda nie tyle w celu ściągnięcia należności podatkowych, ile w celu ściągnięcia z kieszeni płatnika trochę gotówki do swojej kieszeni. Dla uzyskania tego szukali zwykle czegoś nielegalnego. Znalazł trochę towaru, biżuterię, nie pytając się nikogo, zabierał ewentualnie pozostawiał to u płatnika za sowitym wykupem. Apetyty ich były duże, suma 100–200 złotych była minimalna, a dochodziła w niektórych wypadkach do dziesiątków tysięcy.

Poborcy więc byli na ogół postrachem ludności żydowskiej getta. Przychodził taki poborca, narobił hałasu, krzyczał, wrzeszczał wniebogłosy i korzystał przy okazji z pałki gumowej, w którą uzbroiły go władze niemieckie. Czynności swe rozpoczynał zwykle od szukania po kątach, myszkowania, powyrzucał wszystko na ziemię, a nuż się jakiś towar lub co innego znajdzie, bardzo rzadko zajmował się tym, czym powinien się był z racji swego stanowiska zająć, sporządzeniem protokołu zajęcia ruchomości, które zastawiał, stołu, krzesła, szafy itd. Znalazł towar, dobrze! On nic nie wie, on tylko zawiadomi o tym władze niemieckie, że to i to zastał. Trwały targi tak długo, dopóki się nie dochodziło do porozumienia w sprawie okupu. Do interwencji władz niemieckich prawie nigdy nie dochodziło. Znam tylko jeden wypadek, kiedy kierownik egzekucji XII Urzędu Skarbowego Pech wezwał telefonicznie inspektora Slufsky’ego do sklepu przy ul. Solnej, gdy płatnik żydowski wyprowadzony z równowagi odmówił pertraktacji z nim. Slufsky pobił dotkliwie płatnika żydowskiego, zarekwirował wszystko i odjechał.

Za okup można było u poborcy coś nie coś wskórać. Poborca odłoży sprawę ad acta,

sporządzi protokół nieściągalności podatku, ewentualnie puści sprawę na umorzenie.