RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Getto warszawskie, cz. II

strona 279 z 696

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 279


256 Praca przymusowa [61]

wysypywały, a ten zaczynał bić i żądał, aby pozbierać kartofle z podłogi do pudełka, tylko szybko. Niejeden z nas padał zemdlony, wtedy wołał drugiego, bił i kazał zbierać kartofle. Procedura trwała tak długo, aż przyszedł kucharz i kazał zanieść kartofle do kuchni. Wanuczek wybrał do tej roboty czterech ludzi, w tym mnie. Trzymając worki z ziemniakami, które ważyły z pewnością 40–50 kilo, musieliśmy z nimi [jeszcze] biegać. Ten, kto upadł, dostawał od Wanuczka grzmotnięcie jak się patrzy. Dopiero w kuchni odetchnęliśmy, a personel kuchni zlitował się nad nami i podał każdemu szklankę kawy i kawałek chleba, zwracając nam uwagę, abyśmy pili szybko, bo Wanuczek może nagle wejść. Wanuczek był [bowiem] potworem dla wszystkich i dla każdego

– ale [wtedy na szczęście] nie przyszedł. Gdy wyszliśmy z [5] kuchni do piwnicy przerzucać kartofle, była już 12. Nastąpił czas przerwy, warta się zmieniła i Wanuczka [już] nie było. Dowiedzieliśmy się, że upadł na schodach do piwnicy, goniąc za jednym z nas i porządnie się potłukł. Po południu praca szła normalnie. Po pracy w Sejmie poszedłem na moje komplety i pracowałem do 7 wieczór, do domu677wróciłem zmęczony, ledwie coś przegryzłem, położyłem się spać i szybko zasnąłem.

***

Następne dni upłynęły normalnie. Był duży mróz. Były [nawet] dni, gdy dochodził on do [minus] 30 stopni. Pracowaliśmy w sejmowym ogrodzie, w którym zbieraliśmy cegły z ruin, czyściliśmy je i ustawialiśmy w specjalne stosy. Mróz szczypał, ręce sztywniały, a jeszcze bardziej nogi. Tak pracowaliśmy od 8 rano do 3 po południu z godzinną przerwą. Prawie wszyscy odmrozili sobie nogi, ręce, uszy i nosy. Żołnierze naturalnie zmieniali się co 15 minut. Nam nie pozwolono się ani trochę ogrzać. Biegając tam i z powrotem znieśliśmy to wszystko, bo nie było Wanuczka. Praca przy cegłach trwała trzy dni.

***

Pamiętam, że w sobotni dzień pracowaliśmy do 12. Było wtedy ciężko – mróz był bardzo silny. Wybrano spośród nas sześciu do wykopania dołu głębokiego na trzy metry [przeznaczonego] na maszt, na którym miała zostać zatknięta flaga. W niedzielę miała odbyć się uroczystość. Ziemia była zamarznięta, do tego ogród od frontu Sejmu pokryty był cegłą. No i kop teraz łopatą zamarznięte cegły i zamarzniętą ziemię. Naprawdę bardzo się starałem, ale więcej niż 5 minut nie byłem w stanie pracować. [6] Poprosiłem o siekierę do pracy, bo łopatą niemożliwe było cokolwiek zrobić. Za swoją prośbę dostałem głównie parę kopniaków buciorem od żołnierza. Pracowałem dalej, ale nic nie wychodziło z takiej roboty. Aż przyszedł wachmeister Schmidt. Podszedłem do niego i poprosiłem o siekierę, bo już nie mogliśmy więcej znieść tej męczarni. Muszę przyznać, że w ciągu tych kilku dni stosunek wachmeistra do mnie trochę się poprawił. Starszy żołnierz, rozmawiając raz ze mną dokładnie mnie wypytał, kim jestem i jakie jest moje zajęcie. Dowiedziawszy się, że jestem nauczycielem, przyznał się, że też jest belfrem, moim kolegą po fachu. Obiecał porozmawiać z wachmeistrem, aby mnie