RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Getto warszawskie, cz. II

strona 286 z 696

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 286


Praca przymusowa [62] 263

Rozen uważa, dokładnie tak jak Niemcy, że «niezdolni» nie powinni w ogóle żyć, czy też, będąc «niezdolnymi», są również zbędni swoim żonom i dzieciom, którymi mogliby przecież opiekować się na czas wojny? Przecież nawiasem mówiąc, wszyscy oni byli pożyteczni w swoich zawodach! „Teraz – opowiada dalej F-n – okazało się, że chociaż Josel mnie uwolnił, kosztowała ta impreza 400 złotych (Josel nic nie wziął). Hycle, chociaż nic nie zrobili, wyciągnęli od mojej żony rzekomo na ryksze (przecież nie mogą dokładać!), danie [w łapę] żandarmom, za przyniesienie jedzenia itd. prawie 400 złotych. Czy mogę mieć do niej pretensje skoro tak się denerwowała? Nawiasem mówiąc, żona Tenenbauma już skleciła

600 złotych i niczego nie osiągnęła.

Pieniądze oddał mi Bolek (po sądzie sąsiedzkim). Okazało się, że wszystko kosztowało go także dużą paczkę żywnościową, którą wysłał do obwodowego Szwalbego (aby się postarał…) i musiał też zapłacić 600 złotych za wykupienie z rejonu dokumentów dozorcy, którego tamci dwaj zabrali jako zakładnika zamiast Bolka.

Czy Bolek załatwi sobie dokumenty – tego nie wiem”. Teraz fakt numer 2:

Sztatman umie dobrze szyć bieliznę i ubrania na maszynie, czego nauczył się w młodości. Potem jako przedstawiciel handlowy nie zajmował się tym fachem. Podczas rejestracji trafił naturalnie do grupy c25a2697. Po półtora roku [życia w] getcie wszystkie jego możliwości zarobku i utrzymania siebie, żony i dzieci wyczerpały się. Oprócz problemów z zarobkiem stanęło przed nim jeszcze widmo obozu. Do dziś jako „obowiązek rodzinny” płaci 15 złotych miesięcznie. Dziś nie dość, że nie ma pieniędzy, aby zapłacić za „kartę pracy”, to jeszcze nie potwierdzą mu karty meldunkowej. Zatem w każdej chwili grozi mu bycie złapanym. Zaczął szukać szopu, w którym znalazłby zatrudnienie i bezpieczeństwo. A zarobek? Coś się sprzeda (u niego znaczy to już ubrania) z domu i wytrzyma się lato, a potem się zobaczy.

W Urzędzie Pracy, do którego się zwrócił, odpowiedziano mu: „Szkoda gadać. Szopu sam musi sobie szukać, ponieważ nie jest fachowcem”. Do którego szopu by się nie zwrócił (Kurt-b[…]b, Baskind-b[…]b, Waldman-Szmit i Toebbens) wszędzie ta sama odpowiedź: maszyna albo (już z protekcją) 500 [złotych] rzekomo dodatku za maszynę. Jeśli chce iść jako „niefachowiec”, może z protekcją przyjść, ale musi wiedzieć, że będzie pracował przy czarnej robocie 12 godzin. A zarobki? Będzie jeszcze musiał dopłacać do jedzenia, które otrzyma w szopie tzn. ćwiartki chleba, zupy i odrobiny kawy.

Sztatman jest więc zrozpaczony. Nie ma mowy o wyjściu z domu, żeby coś zarobić. W każdej chwili grozi mu łapanka. Co robić? [6] Sztatman pokazuje mi listę ludzi, którzy mają swoje karty meldunkowe w porządku jako pracownicy szopów, chociaż całe dnie są na Gęsiej albo na gęsiówce. Kosztowało ich to od 300 do 1000 złotych. Teraz lista fikcyjnych jest już zapełniona, a on nie ma tyle pieniędzy, żeby zapłacić…

Fakt numer 3:

Szymon Tytelman698jest wytwórcą portfeli. Zarabiał u taty, za ćwierć albo pół pensji dokładnie tak jak ojciec [egzystował] o chlebie i zupie. Nie ma żadnej możliwości