RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Spuścizny

strona 157 z 464

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 157


134 [9] Materiały Racheli Auerbach

zamordowanego ministra Plewy91, „rodaczki” mojej o tyle, że ojciec jej rezydował w Wilnie, jako dowódca wojskowego okręgu. Wśród ówczesnych uczennic szkoły Suworina znajdowała się również Helena Georgiewa Suchaczowa – piękna dziewczyna z grecką twarzą i południowym temperamentem, która w dziesięć lat później, jako członkini w studio Wachtangowa92 grać miała rolę Lei w „Dybuku” Anskiego. One, te córki najwyższej arystokracji stołecznej wytwarzały w szkole atmosferę, którą mnie wypadało oddychać po raz pierwszy w życiu. Po pierwsze dlatego, że w ogóle dotychczas obcowałem przeważnie sam ze sobą, po wtóre zaś było to środowisko, którego wszystkie pojęcia i świętości – „bóstwa” i „demony” – były diametralnie różne od tych, które ja znałem i uznawałem dotychczas jako takie.

[9] Było to bardzo interesujące.

Powtarzam raz jeszcze, nazywałem się Abram Benjaminowicz (będziemy jeszcze, drogi czytelniku, mieli z tym diabelny kłopot) i zaraz od pierwszego dnia uważany byłem za strasznie utalentowanego Żyda.

Od tego się to zaczęło.

* * *

Przez pierwszych parę tygodni przychodzili wciąż na lekcje znakomici goście z petersburskiego klubu literacko-artystycznego, który założył szkołę naszą z okazji 35-letniego jubileuszu publicystycznej działalności Suworina. Mówiąc nawiasem, prezent ten kosztował Suworina ogromne sumy, albowiem większość uczniów zwolniona była od opłat, zaś z 70 uczennic pozostało z czasem tylko 20, z których w końcu ukończyło szkolę i otrzymało dyplomy – 8…

Na jednej z tych lekcji otrzymałem – lekcję, której nie mogę zapomnieć po dziś dzień, i którą uważam za jedną z najpożyteczniejszych, jakie w ogóle dostałem w życiu.

Każdy z 80 uczniów miał zarecytować wiersz.

Recytować w obecności około stu słuchaczy, to już nieomal publiczny występ. W dodatku słuchacze ci klaskali i wołali „brawo” w miarę wartości wykonania danego utworu i w miarę już poprzednio uzyskanej popularności wykonawcy. Dopiero po tej ocenie ze strony „publiczności” wypowiadał swój sąd prowadzący tę lekcję – Arbatow.

Przy nielicznych przebłyskach temperamentu, pomysłowości, subtelności u bardziej uzdolnionych uczniów, na ogół dość nudno, a chwilami nawet przykro było przysłuchiwać się mruczeniu i jąkaniu kilkudziesięciu „adeptów”, głównie zaś