RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Spuścizny

strona 159 z 464

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 159


136 [9] Materiały Racheli Auerbach

I cud nastąpił: aby żebracy mogli wyjąć kamień z korony, pochylił Budda głowę kornie aż ku ziemi „I legł w pokorze władca świata, Bóg, wielki bóg, w prochu legł przed żebrakami”…

U poprzednich deklamatorów żebrak szukał wpierw chleba, a potem sprawiedliwości. Ja odtworzyłem dwie odrębne postacie, dziką, głodną kreaturę, która chce jeść i szuka chleba, oraz starego patetyka, który dotknięty został w swej wierze i zapomina o wszystkim widząc jak niebieskim jest jego bóg.

[11] Podczas deklamacji w sali zaległa zupełna cisza, a potem wybuchła taka burza oklasków, że wprost nie wiedziałem co ze sobą począć. Z jednej strony była to lekcja i nie wypadało się kłaniać, z drugiej strony jednak był to przecież objaw uznania, na który jakoś trzeba było zareagować…

Nie wiem jak zakłopotanie moje się skończyło, albowiem mistrz i nauczyciel nasz, Nikołaj Nikołajewicz Arbatow, zgotował mi niespodziankę, wobec której musiałem o zakłopotaniu moim zapomnieć…

Gdy przebrzmiały oklaski, Arbatow wytrzymał niewielką pauzę, wypuścił gęsty kłąb dymu z papierosa i wśród pełnej naprężenia ciszy i ogólnego zaciekawienia co do jego zdania o moim numerze, wycedził niespodzianie przez zęby:

– Dlaczego wy, drogi Abramie Benjaminowiczu, nosicie amerykańskie trzewiki?... Nie należy wyciągać stąd fałszywych wniosków. Arbatow nie wystąpił tu przeciwko mnie, jak antysemita przeciwko Żydowi. Był wyższy ponad to. Znalazł się tylko wobec mnie, jak reżyser wobec aktora o własnej inicjatywie, własnej woli, własnej koncepcji twórczej.

To zrozumiałem znacznie później. Wówczas widziałem przed sobą tylko nauczyciela i główną figurę szkoły, który jednym szarpnięciem zdarł mi z głowy zaledwie otrzymane laury…

Wkoło rozległy się szepty, zduszony śmiech, ale Arbatow nie należał do tych, którzy tolerują takie rzeczy. Huknął zaraz:

– Moje panie i panowie. Najpierw robicie mu owacje, niby Sobinowowi94, a teraz chcecie się śmiać. Tu jest lekcja deklamacji i szkoła, a nie żaden wiec. Kto tego nie chce zrozumieć, może się wynosić.

Naprężenie było naprawdę wielkie. Z bijącym sercem czekali wszyscy na to, jak wyładuje się napięcie. Zaś Arbatow ciągnął dalej:

– Pan, kochany panie Menaker, nie powinien tu oczekiwać komplementów. Jest to u pedagogów środek dla ośmielenia słabiutkich. Prawo słabych, moim zdaniem panu nie przysługuje. Pan ma prawo się uczyć i dlatego wyrażam moje zdziwienie, że pan nie zauważył jak amerykański fason obuwia czyni nogę krótką i okrągłą, krok – ciężkim i podczas gdy pan dąży do uzyskania [12] pewnej linii plastycznej,