176 [10] Materiały Racheli Auerbach
znięcie. Ileż razy tłumaczyłam to Braxmeierowi wtedy, kiedy już się nim zajęłam, kiedy go na gwałt jęliśmy dożywiać, a on wykazywał tak mało energii i żywotności, zaniedbywał chodzenie do lekarza, nie wykorzystywał należycie listów, które mu dałam do TOZ-u.
[20] – Pan musi żyć – krzyczałam na niego. Niejeden opuchleniec żebrze, płacze, szarpie się na wszystkie strony i stara się ratować jak może, mimo że ma mniej szans i pomocy od pana. Ja mogę panu pomagać, ale nie mogę być tym motorem psychicznym, zająć się panem wyłącznie niby niemowlęciem…
– Schimpfen sie mich, schimpfen sie mich nur tüchtig aus160 – odpowiadał mi na to i uśmiechał się tak jakby wszystko co czynił dla swego zdrowia czynione było raczej z grzeczności dla mnie, byleby mnie nie martwić. Apetyt jednak robił swoje i po pary tygodniach jedzenia „mehr konstantes”161 z naszego „personalnego” stołu oraz z tych paczek, które mu załatwiałam – poznać było pewną [21] poprawę. Z twarzy puchlizna zeszła, żwawiej się poruszał i tylko ręce pozostały obrzmiałe jak podusz[e]czki. Nazywał je „pätchenhänden” b[…]b humor i świeżość umysłu nie opuszczały go ani na chwilę. „Das Gehirn arbeitet”162, konstatował często, jakby sam się temu dziwiąc. Katastrofa przyszła zupełnie niespodziewanie. Za dnia był u nas przez kilka godzin jak zwykle i skarżył się tylko na niezmierne pragnienie. Potem dowiedziałam się, że miał niedyspozycję żołądkową. To widocznie położyło go. [Tamtej] nocy sąsiedzi widzieli, że biegał na podwórze do ustępu. Zapewne dostał kurczów, wstawał kilkakrotnie i kładł się z powrotem w tej b[…]b w parterowym mieszkaniu [na] ulicy N., gdzie miał pomieszczenie. Był za delikatny, by kogoś obudzić, słaby już jak mucha („Ich habe nich mehr [22] Kraft wie ein neugeborenes Kind”163), z osłabionym sercem, zrobiło mu się niedobrze, może zemdlał, nikogo przy nim nie było i tak mu się machnęło mimochodem na tamten świat. Przecież ja sama – na pewno lepiej od niego odżywiona, zemdlałam dwukrotnie bardzo ciężko z powodu wcale nie tak dotkliwych kurczów przy ataku colithis164, jaka u mnie nigdy nawet w ostrzejszej formie omdleń nie powodowała i gdyby kuzynowie nie byli o czwartej nad ranem usłyszeli, że upadłam, kto wie, czy nie byłabym dziś tam, gdzie Braxmeier. Bylibyśmy tam mogli kontynuować bez przeszkód już, bez wiecznego braku czasu z mojej strony – te rozmówki korytarzowe, które on tak lubił. [23] Widziałam go po śmierci. Poszłam z S…165 tam do jego mieszkania w zakazanej okolicy. Twarz odmłodzona, spokojna, oczy zamknięte, jakby umarł we śnie, charakterystyczna, do góry zaczesana, szpakowata czupryna. Sensacja i poruszenie