RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Spuścizny

strona 207 z 464

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 207


184 [10] Materiały Racheli Auerbach

coś po Abramie. Właśnie tę jego siostrę, a zarazem sami stanowimy część schedy jej po bracie. Podobnie było z innymi konsumentami. Np. kiedy [47] H.191 zmarł nazajutrz po tej demonstracji, którą jako człowiek związku192 urządził im kładąc się na chodniku przed bramą lokalu – przyszła do nas jego córeczka z jego przedśmiertnym zleceniem, byśmy teraz jej wydawali „jego” zupy. Dalej rodzina Geboren po śmierci ojca, żona Łabickiego193 itd., itd. Talerz zupy na otarcie łez.

14 X 1941

Statystyka z ostatniego miesiąca – z września – wykazała spadek śmiertelności o 20%. Październik i dalsze miesiące nadrobią to z okładem. Żelazną miotłą wymiotą pierwsze chłody tych, którzy już teraz są na ulicy, którzy wyprzedali się z ciepłej odzieży, a słabi są jak muchy jesienne. Na nic śmiertelność niesłychana warszawskiego Żyda. Krzyczą i bronią się do ostatka, do ostatniej godziny i minuty, ale godzina i minuta [48] nadchodzi. [Biała zjawa szperająca o ciemnym przedświcie na podwórku. Policjant żydowski do kucharki idącej do pracy: pani widzi? Oglądają się, patrzą po sobie, pani widzi?]194 Wieczorem, wracając z pracy słychać w ciemności ulicy dziecięcy płacz. Ktoś położył je za dnia w dramatycznej pozie i nie zabrał ich więcej. Gdzieś w bramie bazaru jakiś chłopiec woła już nie: „s’hingert mich”195, tylko „s’iz mir kalt, ich gej ojs far kełt”196, „już nie czuję swego ciała, ja już jestem trup”. Nie ma już wobec kogo „symulować”, bo jest już parę minut po dziewiątej i nikogo prawie nie ma na doszczętnie zaciemnionej ulicy. I nie ten, to inny był już istotnie od rana trupem. Na Lesznie leżało ich wczoraj dwa pod papierem. B.197 opowiadał, że w samym tylko jego rejonie sprzątnięto wczoraj do dziesięć. Pytali raz przedstawiciela władz przy objeździe [49] „dzielnicy”, czym tłumaczy się brak zainteresowania i obojętność zamożniej wyglądających przechodniów wobec tak jaskrawych przejawów nędzy, jak te, które się widzi na ulicy. I asystujący im przedstawiciel Judenratu dał im zdaniem moim b[ardzo] trafną odpowiedź: każdy z przechodniów żydowskich nosi w sobie to przeświadczenie, że co dziś tobie, jutro mnie. Mało kogo ominie ten los. W istocie tak jest. Także w opisywanym przez Biblię i Owidiusza potopie nie wszyscy wyginęli od razu, tylko warstwami. Oczyszczające ulicę manipulacje śmierci w dzielnicy: przypominają mi pracę chirurga nad organizmem dotkniętym przez raka. Ledwo wytnie jedną warstwę tka-