RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Spuścizny

strona 237 z 464

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 237


214 [10] Materiały Racheli Auerbach

Pierwsza rzecz napchać sobie pełną gębę. Najpewniejsza lokata, najlepsze zabezpieczenie łupu, a przy tym samo dotkniecie jedzenia przez ręce i usta brudasa uprawiającego tragiczny proceder, stanowi skażenie pewnego rodzaju i gwarancję, że właściciel sam nie zechce już go odebrać. „Towar dotknięty uważa się za sprzedany” – pisano ongiś na ciastkach. Na pomoc osobie poszkodowanej rzuciła się cała grupa wiarygodnych świadków. Kto miał ręce i nogi zaczął walić z całych sił po karku, po plecach, po głowie łapacza, który nie bronił się wcale, nadstawiał skulony grzbiet pod razy, a sam zrobił tylko jedno. Szybko, szybko wcinał co się zmieści, zawartość torebki. To bicie, to są minusy zawodu, okup za zdobycz, a inkasentami jego są wszyscy, którzy mają tylko po temu ochotę. Siaki taki, sam żebrak brudas, spuchleniec, a ochotę ma do bicia, aż go zawiść dusi. Niemcy biją, junacy biją, policja żydowska i ta z pałką paraduje, więc jak tu raz jeszcze nie podreperować sobie samopoczucia, będąc podmiotem, a nie przedmiotem, porcją bezpłatnych batów. Od tego są łapacze. Rzecz charakterystyczna – ścisły zakres specjalności. Nie jedzenia łapacz nie bierze. Torebką damską sterczącą luźno spod pachy nie zainteresuje się nigdy. Raz wyrwał mi łobuziak paczkę z pastą do butów, krzyknęłam co to jest i zwrócił mi ją (już, już omal [34] był w niej zębów nie zatopił). Komiczną rzecz zaobserwowała przed paroma dniami znajoma urzędniczka. Łapacz chwycił był paczkę zwierająca 2 kg mięsa. Kilka osób zerwało się za nim w pogoń. Po chwili, goniony, poznawszy już zawartość paczki, cisnął ją z powrotem.

– Ch’ hob gemejnt s’iz brojt299 – oświadczył. Nie chodzi więc o wartość pieniężną upolowanej zdobyczy. Chodzi o jej natychmiastową jadalność. Niemniej, podobno jest na Nowolipiu paserski sklepik, który skupuje od łapaczy niedojedzone pieczywo.


Nowy wyczyn Frankensteina. Dziś w południu zastrzelił na ul. Pańskiej policjanta żydowskiego. „Ihr Kollege hat heute bei mir Pech gehabt”300 – zakomunikował on o tym w „gemutlichej”301 pogawędce pełniącemu dnia tego służbę na innym wylocie policjantowi żydowskiemu.

– „Wieso den Herr Wachtmeister?”

– „Na den habe ich totschlagen müssen”302.

Według relacji jego, Frankensteina, zastrzelony obwodowy S[łużby] P[orządkowej], adwokat w cywilu, Hertz brał udział w szmuglu, przyłapany, nie zatrzymał się na wezwanie żandarma, próbował uciekać, więc rzecz jasna tamten „musiał” go zastrzelić.

„Aber mit mir, wenn ich Dienst habe, haben sie niemals Zwischenfälle”303 – rzec miał jego interlokutor i Frankenstein miał to grzecznie potwierdzić. „O ja bei