228 [10] Materiały Racheli Auerbach
postrzeleni i mieli na tyle przytomności umysłu, by udawać wobec Niemców nieżywych. [Kiedy] przyjechała „kareta” Pinkierta i funkcjonariusze chcieli zabrać zwłoki nastąpił moment wielce krytyczny. Łapiduchy niewątpliwie zauważyli, że dwaj „nieboszczycy” żyją, ale zdobyli się na wielką odwagę [55] bb[…]bb narażać się, stawiać wszystko na jedną [kartę.] Dzięki tym wyprawom jego żyjemy jeszcze, [dzięki jego] obrotności i odwadze, dzięki sile decyzji i b[…]b reagowania i b[…]b wytrzymaliśmy bb[…]bb niejedną rzecz ponad normalne siły materialne i bb[…]bb częściowo, niektórzy – czy wytrzymamy naprawdę do końca i czy bb[…]bb to inna kwestia. Ale, że Żyd innego gatunku, Żyd galicyjski dawno by się już załamał bb[…]bb niespełna jednym roku bb[…]bb znajduje się on w położeniu i stanie o wiele bb[…]bb niż Żyd tutejszy w trzecim roku okupacji.
W[arszawa] 19 VI 1942
Frankenstein „pracuje” dziś na wylocie przy Krochmalnej i już z samego rana są rezultaty. Jedna osoba zabita bb[…]bb
[56] W[arszawa] 21 VI 1942
bb[…]bb miałam jakieś przeczucie. Wspominałam bb[…]bb i już dowiaduję się, że bb[…]bb sobotę byli po niego. Widocznie „kapuś” bb[…]bb. Nie [zastali] go w domu, tylko żonę i czternastoletniego synka. [Żona] na zapytanie o męża oświadczyła, że bb[…]bb okropnie pobili, usiłując wydobyć od niej adres [jego] pobytu. Chłopakowi kazali się ubrać i iść z nimi. [Wtedy] nastąpiło coś niezwykłego. Chłopak wyskoczył przez okno. Na mieście mówiono, że to Niemcy go [wypchnęli], osoba lepiej poinformowana, która miała informacje bezpośrednie, twierdzi jednak, że on sam zdobył się na ten krok, czy to woląc śmierć z własnej ręki niż z rąk oprawców, czy też w odruchu ucieczki bb[…]bb miejscu jego upadku. Chłopak bb[…]bb lokatorzy mieszkający od frontu bb[…]bb jęczał przez cały czas i wołał „mama, mama”. Niemcy na wylocie mieli zatrzymać bb[…]bb oddał mu to twierdząc bb[…]bb i zanieśli chłopca na górę, do matki. Charakterystyczne dla perwersji bb[…]bb w tej całej historii bb[…]bb publicznie bb[…]bb matka swego syna bb[…]bb
[57] dostał tylko postrzał w ucho, padając na ziemię bb[…]bb się nań z tyłu pod następną kulę bb[…]bb. Drugi syn b[…]b się obecnie własnym pomysłem bb[…]bb. Takie są te figle, które nasi chłopcy płatają „wymiarowi sprawiedliwości” latem 1942 roku.
Coś z tej dziedziny, ale znacznie lżejszego kalibru bb[…]bb figiel żydowskiego chłopaka wydarzył się przed paru dniami na Lesznie. Żandarm przyłapał, nie wiem z jakiego powodu, młodego chłopaka i oddał go polskiemu policjantowi, żeby go odprowadził do więzienia na Gęsiej. Policjant bb[…]bb względami bb[…]bb chłopca na pewnym dystansie i b[…]b [nie za] ramię, tylko za opaskę. Uszedłszy kawałek bb[…]bb wpadł na doskonały pomysł. Odpiął sobie bb[…]bb dał drapaka bb[…]bb.
bb[…]bb bęcwał został z opaską w ręku i ogłupiał. Zaczerwienił się ze wstydu i zakłopotania, nie wiedział co ma robić. Puścić się w pogoń za łobuzem było rze-