Uchodźcy i przesiedleńcy [14] 105
medykamentów nie posiadamy. Patronat przystąpił dziś do akcji dożywienia. Przysłał nam dziś po kawałku chleba (7 dkg) i kawy (lury) dla każdego uchodźcy i na obiad dość rzadką zupę. Mamy przyrzeczenie, że menu to ma być zachowane i na przyszłość.
Dnia 16–go marca
W związku z kąpielą byliśmy zmuszeni pracować całą noc. Sporządziliśmy kartotekę podopiecznych i kilka wykazów. Obiad wydaliśmy o godz. 12–ej w nocy, gdyż o tej porze wrócili z kąpieli. Wodę już mamy. Kuchnie dwie też zostały naprawione. 43 osoby zostały wysłane na kwarantannę. W całym budynku została przeprowadzona ścisła dezynfekcja.
Dnia 18–go marca
Dużo osób po kąpieli przeziębiło się i nabawili się różnych chorób. Ludzie jakoś się usadowili. Najgorsze, że nie posiadają pościeli i leżą w swoich łachmanach na twardych deskach. Co się tyczy aprowizacji — nadal szwankuje. Patronat przeprowadził z dniem dzisiejszym innowację. Żąda od każdego uchodźcy 10 gr. za chleb. Wątpimy bardzo, czy uda się im to przeprowadzić. W każdym bądź razie nie podjęliśmy się misji zbierania dziesięciogroszówek. Śmiertelność jest nadal duża. Mamy kilka skierowań do szpitala na oddział gruźliczy. Po porozumieniu się z kancelarią szpitala, okazało się, że przyjęcia są wstrzymane. Dobrze jest znana ta odpowiedź biednym chorym. Zupa była dziś niemożliwie rzadka. Lekarstw nie posiadamy jeszcze. [3] Lekarka twierdzi, że wszyscy wymrą tu z głodu. Nie wiemy jak długo będzie brama zamknięta.
Dnia 19 marca
Dziś odwiedziła nasze schronisko delegacja Patronatu. Kilku Panów o dość miłej powierzchowności i jedna Pani. Do wnętrza sal goście nie wchodzili w obawie zarażenia. Podopieczni nasi zaczęli prosić tych Panów, aby zlitowali się nad nimi i nie żądali dziesięciogroszówek za chleb. W trakcie tego dialogu odezwała się Pani z Patronatu, że nie rozumie jak ludzie mogą nie mieć 10 gr. W tym samym czasie na sali piątej umierał człowiek, pokornie, bez ratunku i płaczu bliskich. Nazajutrz lekarka wypisała na karcie przyczynę zgonu: śmierć głodowa.
Dnia 20 marca
Sala o 3–ch oknach, 70 osób, prycz 25. Ciżba brudnych, zawszonych, głodnych leży na tych norach, nie rozbierając się już cztery tygodnie. Wchodząc na salę, nie widzi się ludzi, lecz kłębowisko szmat. Przeważnie śpią ci ludzie w dzień i w nocy z silnego osłabienia. W kącie sali leży kobieta 35–cio letnia z dwojgiem małych dzieci. Po niezatartych rysach jej twarzy poznać, że była kiedyś ładna. Podobno przed wojną była dość zamożna. Dziś leży na wpół martwa w przesiąkniętym róż-