172 Uchodźcy i przesiedleńcy [18]
Hanowerczycy o Niemczech, Żydach, wojnie:
Jedzenie dostaje się na karty — „aber es reicht”85: 0,5 kg masła, 0,5 kg margaryny, 125 g szmalcu na osobę miesięcznie. Żydzi otrzymują to samo co Niemcy prócz dodatków: owoców, czekolady, kawy. Żydzi dostają nawet Zusatzlebensmittelkarte für Schwerarbeitende86, na którą dostają 0,125 kg tłuszczu i 2 kg chleba tygodniowo. Kartofle w Hanowerze bez kart. Ceny innych artykułów: para wysokich butów na wolnym rynku 70 marek. Na ogół wszystko można dostać poza kartami — ale po cenach nie wiele niższych niż u nas.
Wszyscy Żydzi pracują w fabrykach jako robotnicy fizyczni. Traktowani są na ogół zupełnie dobrze. W ogóle „Die Bevölkerung ist doch ganz nett”87. Mają wśród Niemców wielu przyjaciół. Opowiadają, że o ile w okresie dojścia H. do władzy antysemitów było dość dużo, o tyle, teraz jest ich coraz mniej. Teraz tylko oficjalne placówki są antysemickie. Noszą łaty, ale łaty te nie krępują ich zbytnio.
Berlińczycy
W Berlinie zostało jeszcze 40.000 Żydów. Pracują oni w zakładach przemysłu zbrojeniowego i innych. U Siemensa pracuje 15.000 Żydów, w innych wielkich zakładach także po kilkaset osób. Żydzi mieszkają do dziś we wszystkich dzielnicach Berlina. Ostatnio dopiero są oni usuwani ze swych mieszkań i umieszczani w dzielnicy żydowskiej, oczywiście otwartej.
Wysłani zostali wybrani na chybił–trafił. Są między nimi idioci, starcy, ale są także tacy, jak pan Münchhausen, Evangelische88, od dwóch pokoleń chrzczony, ale rasowo 75% Żyd, który do 1939 r był kapitanem Kriminal–Polizei89 w Berlinie, przedtem pracował w niemieckim wywiadzie. Jest też kilka lekarek, które są pobożnymi ewangeliczkami, a o swoim żydostwie dowiedziały się zupełnie nie dawno. W ogóle między wysiedlonymi znajduje się duża grupa dawno chrzczonych.
W Berlinie istnieje handel paskowy. Kg masła kosztuje tu 70 RM [Reichsmark], kg kiełbasy 50 RM. Jednak cały towar znajdujący się na rynku pochodzi z przydziału — są to racje żywnościowe uboższej ludności, która je odprzedaje. Dlatego teraz po obcięciu racji żywnościowych również towaru na wolnym rynku jest coraz mniej. Ale — dodaje mój rozmówca — w Niemczech nie ma głodu. I nie trzeba się liczyć z rewolucją w Niemczech. Rozstrzygnięcie — dodaje on — musi nadejść z frontu.
Wszystkie ważniejsze punkty, wszystkie rogi ulic w Berlinie, są obsadzone przez silne posterunki wyszkolonych SA–manów*, którzy są gotowi strzelać nawet do własnych matek. W ogóle Niemcy są przepełnione przez członków partii.