RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Getto warszawskie

strona 254 z 597

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 254


Kobiety [25] 227

Damoklesa w postaci obozów pracy i pani H. pragnęła legitymacją pracy ochronić go przed [ew]entualnością wysłania na r[o]boty. [Ale] pensja miesięczna męża była daleko [n]iewystarczająca na utrzymanie (zarabiał 4 zł dziennie) i pani H. musiała nadal myśleć [nad] uzupełnieniem budżetu. Sprzedała złoty pierścionek, zegarek i łańcuszek, ale pieniądze stopniały bardzo szybko. Znów więc zaczęła handlować. Chodziła po mieście bez opaski, odwiedzała dawnych aryjskich klientów, kupowała od nich i sprzedawała im pończochy. W grudniu 1939 r. pewien artysta malarz zaproponował jej, by pojechała do Kazimierza n/Wisłą po obrazy, jakie tam zostawił. [57] Choć podróż ta narażała ją na niebezpieczeństwo co najmniej więzienia w razie ujawnienia jej autentyczności, zgodziła się. Pojechała jako aryjka. Podróż do Kazimierza wykonywała dla innych jeszcze celów, kupiła tam mianowicie w większej ilości mąkę, cukier, masło, przewiozła je w zręcznie zamaskowanych [pa]czkach, które rozmieściła w kątach pod k[i]lkoma ławkami i sprzedała w Warszawie z [d]użym zyskiem. Miała znów przed sobą perspektywę kilkutygodniowego syte[go życ]ia.

W tym [mniej] więcej czasie (grudzień 1939 r.) pani H. [dowie]działa [się] o wakującej posadzie w restauracji i [lok]alu gastronomiczno–rozrywkowym. Po [liczn]ych zabiegach, szukaniach prot[ekcji] i chodzeniach na próżno do dyrektor[ra loka]lu, wystawaniach w nieskończoność p[od drzwi]ami jego gabinetu, udało jej się ot[rzymać] posadę kelnerki. Praca, trwająca ze z[mienn]ym wprawdzie nasileniem, ale b[ez p]rzerwy od godziny 10 rano aż do wiecz[ora] wyczerpywała ją bardzo, ale za to była dob[rze] wy[n]agradzana. Otrzymywała śniadan[ie, obi]ady i kolacje, prócz tego 7% dochodu od zainkasowanych za konsumpcję sum — [j]ej przeciętne zarobki dzienne wahały się w granicach od 15 do 20 zł. Było ich trzy kelnerki. Dzieliły się proporcjonalnie zyskami bez względu na indywidualną przewagę dochodu tej albo innej. Jeden dzień w tygodniu pani H. miała wolny. I czas ten poświęcała porządkom domowym, załatwianiu zaległych i pilnych spraw na mieście. Dźwignęła dom na zupełnie zadowalający poziom materialny, wynajęła oddzielny dla męża pokój i [58] mąż jej mógł powrócić do twórczej pracy nad sobą. To napawało ją uszczęśliwiającym uczuciem.

Nastąpił 15 listopada 1940 r. Ponieważ właściciele restauracji, w której pani H. pracowała posiadali taki sam lokal gastronomiczno–rozrywkowy w dzielnicy wyłączonej z ghetta, musieli personel kelnerski stamtąd przenieść do tej restauracji. Wówczas panią H. wraz z jej dwiema [kole]żankami przeniesiono na salę koncert[ową]. Zarobki jej spadły od razu gwałtownie. O[trzym]ywała już tylko kolacje, zarobki sięgały [od] a[...]a gr. do 1 zł dziennie.

Pani H. zrezygnował[a z] posady. I jak niejednokrotnie już dotąd, [zajmow]ała się handlem. Od czasu do czasu ot[rzym]ywała także dorywcze zajęcie przy rejestracj[i] a[...]a. Przytłaczał ją ciężar obowiązków a[...]a jeszcze pomagać musiała rodzinie a[...]a borykała się dzielnie z niedost[atkiem], nie załamywała się. Im gorzej jej się [wiodło] tym większą rozwijała energię, by przezwyci[ężyć z]ło.