Kobiety [25] 261
wynikłych między nimi rozdźwięków na tle pewnych ograniczeń sublokatorskich, pan J. wyprowadził się od nich. Przeniósł się o piętro niżej, do rodziców pani G.
Matka pani G. miała specjalny cel w odnajęciu pokoju panu J. Chciała w ten sposób stworzyć sobie niejako tarczę obronną przed agresją i grabieżami Niemców. W jego pokoju umieściła pianino i najlepsze swe [124] meble, w szafie schowała lisy, futro, bieliznę swoją i pani G.
Niebawem między urodziwą, dwudziestoletnią panią G., a młodym sublokatorem zadzierzgnął się węzeł intymnych stosunków. Zrodził się on z jej strony nie z uczucia, ale z wybujałej ekspansji [e]rotycznego temperamentu i chłodnej kalkul[acji] materialnych z niej korzyści. Dziewięciomiesięczne doświadczenia wojenne skrus[zyły] mocne podstawy egzystencji rodziny pani G., [a w] niej roznieciły zarzewie macchiaweliz[m]u życiowego, którego dominującym elementem walki o cel stała się jej kobiecość.
Miała lat 19, gdy wyszła za mąż. Ślub jej odbył się dnia 4 września 1939 roku a już 6 września pierwsza fala wychodźctwa z Warszawy oderwała od niej męża. Pani G. pozostała z rodzicami i z rodzeństwem, b[r]atem, siostrą; szwagrem. Raz je[d]en po zawieszeniu broni próbowała przem[ycić] się do okupacji rosyjskiej do męża, [ale] przypadek pokrzyżował jej kroki — musiała pozostać w domu.
Jeszcze podczas bombardowania pani G. była świadkiem pierwszych strat rodziców w ich interesie. Do domu mianowicie, w którym mieszkali i w którym mieściła się także ich restauracja, przybyła w dniu 9–10 września grupa żołnierzy polskich. Na drugim piętrze, na balkonie wychodzącym na Plac B[ankowy] naprzeciwko bloku gmachów rządowych, ustawili działo przeciwlotnicze. Pobyli krótko — aż wyczerpali zapas amunicji. W przerwach między nalotami, w dzień, a głównie w nocy, żołnierze posilali się kiełbasą, [125] wódką i innymi „doskonałościami”, znalezionymi w restauracji i dokonali wyrwy w zapasach, niełatwej do uzupełnienia po uruchomieniu restauracji po zawieszeniu broni. Rysa ta pogłębiła się następnie wskutek rewizji i rekwizycji Niemców. Przyszli po raz pierwszy zimą 1940 roku. Ktoś zadenuncjował, że w ich restauracji zakonspirowała się „czarna giełda”. Niemcy przetrząsnęli piwnicę restauracji i zabrali ukryte tam zapasy herbaty, kawy i spirytualji — artykuły zabronione już wówczas Żydom przez rozporządzenie władz. Potem udali się do mieszkania, przery[li] wszystkie rzeczy i zakątki i dokonali osobistej rewizji domowników. W przystępie oszołomienia z lęku przed groźbami [re]widentów, siostra pani G. przyznała się do zaszytych w pasie brylantów i dolarów. Rodzice pani G. i ona sama zachowali wprawdzie bardziej opanowaną postawę, nie ustrzegło ich to jednak przed znacznymi także stratami w wartościowych przedmiotach. Podczas tej wizyty pani G. po raz pierwszy odczuła na sobie siłę niemieckiej pięści.
Po pewnym czasie Niemcy znów przyszli i znów obłupili się różnymi przedmiotami. Rodzice pani G. stracili zasoby finansowe, którymi mogli zasilać pęd interesu. By móc nadal trwać i się utrzymać, trzeba było poszukać jakichś pobocznych źródeł zarobkowych. Interes wprawdzie już od pewnego czasu wlókł swe istnienie raczej