RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Getto warszawskie

strona 390 z 597

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 390


Gospodarka i finanse [35] 363

W obliczu zimy 1941 roku wojsko ujawniło zapotrzebowanie na ciepłe rękawiczki. W braku wełny wzięto się do produkcji rękawiczek ze skórek króliczych, które sprowadzano do Warszawy przeważnie z okręgu krakowskiego, gdzie hodowla królików jest specjalnie rozwinięta. Bywały okresy, że rozpiętość cen między Krakowem i Warszawą wynosiła 400%. Wkrótce jednak tamtejsi Niemcy zorientowali się, że skup skórek króliczych stanowi dobry interes i zastosowali metodę płacenia chłopu za skórki nie gotówką, lecz produktami. Wpłynęło to zwyżkowo na cenę surowca. Marża zysku w Warszawie spadła do 20%, przy czym dołączyły się do tego trudności w związku z dostawą towaru. Skórki bowiem przesyłano zwykłe paczkami pocztowymi, które na jesieni 1941 ulegały częstym konfiskatom. Skórki przybywały w stanie niewyprawionym, co spowodowało z kolei, że ożywienie notowano w potajemnym garbarstwie na terenie ghetta.

VII. RYNEK PRYWATNY

Wyeliminowanie czynnika żydowskiego z życia gospodarczego Warszawy i Guberni spowodowało tzw. arianizację tego życia. Polegała ona albo na mechanicznym przejmowaniu przedsiębiorstw żydowskich przez Polaków, albo też na powstawaniu nowych przedsiębiorstw polskich. Nie można w szeregu wypadków odmówić tym nowym kupcom zmysłu handlowego. Było wśród nich wielu handlowców z Poznańskiego, wyposażonych w rutynę kupiecką, mieli oni poza tym duże ułatwienia w sensie dostępu do dostaw, które stanowiły olbrzymie pole działalności, wreszcie otworem stał przed nimi cały prywatny rynek, obsługiwany dotychczas w szeregu branż niemal całkowicie przez Żydów. W takiej np. branży galanteryjnej Żydzi stanowili co najmniej 90% elementu handlowego. Bardziej rzutcy kupcy — Polacy potrafili handel ten przejąć, jednakowoż inaczej został on zorganizowany. Na miejsce setek małych hurtowni żydowskich, powstawały wielkie hurtownie polskie. Takie firmy jak Bracia Chodorowscy (Jerozolimska) Bracia Falkowscy (Graniczna) „Dom Galanterii” (Jerozolimska) obsługiwały Warszawę i prowincję, zatrudniały po kilkudziesięciu pracowników i robiły interesy w wielkim stylu.

Niezależnie od tych przedsiębiorstw polskich działały firmy niemieckie, które — mimo istniejących trudności — pośredniczyły w handlu z Rzeszą i dostarczały tam towary, które na terenie Guberni można było taniej uzyskać.

Wreszcie istniejące od dawna firmy polskie miały możliwość rozszerzenia swoich interesów.

[26] We wszystkich jednak tych kategoriach aryjskich lub zarysowanych przedsiębiorstw handlowych — dostawcą był znowu Żyd, kupiec lub rzemieślnik. Bracia Jabłkowscy muszą się w dalszym ciągu zaopatrywać np. w zabawki u chałupnika żydowskiego z Zamenhofa lub Nalewek, firma Chodorowski musi [się] na gwałt starać o przepustki do ghetta, kupcy niemieccy zamawiają towary przeważnie u Żydów. Znanym jest fakt, że pewien uchodźca z Kalisza, z zawodu zabawkarz, pozostają-