RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Getto warszawskie

strona 459 z 597

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 459


432 Żydzi i Polacy. Asymilatorzy i neofici [51]

chociaż od lipca czy sierpnia 1941 r. z jednej i z drugiej strony gmachu postawiono posterunki żandarmerii niemieckiej. Zaznaczyć jednak należy, i jest to rzucające się w oczy, że żandarmi niemieccy zachowywali się na posterunkach przed Sądem zupełnie biernie. Dwa czy trzy razy były przeprowadzone rewizje w Sądach. Żadnej takiej nie byłem świadkiem i nie wiem, kto ją robił. W każdym razie rewizje te nie odstraszały niczym ludzi; spotkania i szmugiel [5] szedł w dalszym ciągu. Przechodzenia na drugą stronę ustały dopiero z chwilą zagrożenia karą śmierci za opuszczenie dzielnicy żydowskiej. W samym Sądzie jako takim nie odczuwało się jakiegokolwiek upośledzenia z powodu noszenia opaski; tylko wstęp do dwóch sal był wzbroniony dla Żydów. Na drzwiach pokoju adwokackiego i na drzwiach bufetu sądowego widniały napisy „Żydom wstęp wzbroniony”, poza tym istniały osobne szatnie dla aryjczyków i dla Żydów. Przed okienkiem jednego urzędu skarbowego widział napis: „Aryjczycy i lekarze mają pierwszeństwo”.

Z czyjego polecenia umieszczono napis na pokoju adwokackim, nie wiem. Nieopatrzony on był żadnym podpisem ani pieczęcią. Nie zdarzył się jednak żaden wypadek, aby nawet kolega adwokat zaprosił swojego kolegę — Żyda do pokoju adwokackiego, chociaż nie było żadnej kontroli ze strony władz niemieckich. Ten napis na pokoju [6] adwokackim daje pewne świadectwo adwokaturze polskiej, a sam osobiście odnoszę wrażenie, że napis ten wywieszany został przez woźnego Rady Adwokackiej, Mościckiego, i spotkał się z zupełną biernością i milczącym przyzwoleniem adwokatów polskich.

Jak zaznaczyłem, często bywałem w Sądzie. Często spotykałem się ze swoimi kolegami, adwokatami, klientami i znajomymi z aryjskiej strony. Jeżeli chodzi o kolegów adwokatów, to często udawali, że mnie nie widzą, albo nie poznają, Co do tych sprawa jest jasna. Inni zachowywali dawną koleżeńską uprzejmość, ale w rozmowach poruszali raczej kwestie osobiste, i rzadko który interesował się tym, co się w ghecie dzieje. Większe zainteresowanie zauważyłem po wydaniu rozporządzenia o wydawaniu futer30. Wtedy bardzo często zadawano mi pytania, czy prawdą jest, że

Żydzi futer nie oddawali i futra niszczyli. Można rzec, że czuło się wtedy jakby [7] pewien ciepły prąd, płynący z tamtej strony.

Nie słyszało się nigdy o tym, aby koledzy–adwokaci polscy chcieli w jakikolwiek sposób przyjść z pomocą swoim kolegom — Żydom, choćby w sposób tajny31. Adwokatura polska w stosunku do kolegów–Żydów zachowała zupełną bierność, chociaż miała sposobność najczęstszego informowania i spotykania ze swymi kolegami. Niektórzy adwokaci tylko przy oddawaniu sprawy za pośrednictwem adwoka-