RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Getto warszawskie

strona 64 z 597

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Zobacz oryginałpokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 64


Obrazy getta [4] 37


4.

07.1942, Warszawa–getto. [Stanisław Różycki?], Opracowanie pt. „Ulica”. Wygląd i życie społeczne ulicy w getcie warszawskim


[1] Ulica VII 1942 r.

Moralność ulicy

Zanik moralności, amoralność, gwałtowne stępienie uczuć etycznych — to obok głodu, nędzy i śmierci — najelementarniejsza klęska ghetta. Wprawdzie wojna i jej etyka, metody okupant[a] oraz „przykład z góry” — to okoliczności łagodzące, ale [...] niczego nie możemy zmienić. W życiu prywatnym i publicznym, rodzinnym i zawodowym, towarzyskim i społecznym objawia się to zupełne lekceważenie [zasad] etyki, bodaj najprymitywniejszych. W sposób jaskrawy, plastyczny wszelkie te zjawiska pokazuje ulica. Nie trzeba wgłębiać się w problem, a wystarczy [obserwować] przez kilka dni życie ulicy getta, jej [...] [2] się da, co się da. Ze straganu, z kosza, z walizki, wystawy, wózka, wozu, pudła, którego wartość stanowi cały majątek handlarza. Kto lekkomyślnie trzyma lekko teczkę wypełnioną produktami, albo torbę czy koszyk, na pewno straci ją, bo niedorostek–żebrak przebiegnie szybko obok niego, wydrze mu gwałtownie z ręki (nauczono się już pewnej „techniki” skutecznego wyrywania) i pobiegnie dalej. Jeśli mu się nie uda, nie będzie dalej uciekał, chyba przed zbyt gorliwym zwolennikiem linczu. Stanie w miejscu, wyraźnie nie zażenowany, bez cienia wstydu spojrzy w oczy swej ofiary, jakby spełniał naturalną rzecz. Otoczenie, świadomie przyzwyczajone do tego codziennego widoku, przytępione nie reaguje na to, czasem ktoś da takiemu smarkatemu złodziejowi kopniaka i sprawa zlikwidowana. Jeśli ukradnie skutecznie, w ucieczce już pochłania jedzenie, pakuje cały łup do gęby. Bo wie, że co zje, to jego, a gdy go chwycą, to niech kopią, tłuką i biją, on musi przede wszystkim połknąć. Gdy mu [w] tym przeszkadzają, oburza się, ma pretensję, że chcą mu odebrać tak ciężko uzyskany chleb. Procent wypadków kradzieży zwiększa się z dnia na dzień, wraz z wzrostem pauperyzacji, nędzy i głodu. Taki kościotrup nic nie ryzykuje, gdy ma [spuchnięte] z głodu ciało, wtedy mu wszystko jedno, [...] nie tylko [...] ale w ogóle ich nie ma bo głód [...] jednak najbardziej boli nie pustka w żołądku. Zaciskał zęby [...] ale nie [...] nie ma hamulców żadnych [...] kradną łachmany innym żebrakom [...] łatwe, nieskomplikowane. [...] nie tylko żebracy, głodomorzy, biedacy, ale [...], który łowi ręką w mętnej wodzie [...] A koniunktura jest wspaniała. [...] sztucznego tłoku, [...] [3] mieszkania policja granatowa* wsadzi [i]ch [do] swego aresztu w rejonie, póki złodziejaszek się nie wykupi. Ale za kradzież uliczną pewna bez-