106 „Dror”, nr 7–8 [3]
centrali komunistycznej. Następnie, gdy dowiedziano się od urzędników Komisariatu Spraw Wewnętrznych, że kwestia „Hechaluc” wpisana jest w porządek obrad, towarzysze z Merkaz postanowili zwrócić się do Stalina, sekretarza generalnego partii komunistycznej268. Urzędy centrali komunistycznej znajdowały się wówczas w Moskwie na ulicy Wozdwiżenka. Niełatwo dotrzeć do Stalina. Trzeba było przejść kilka urzędów i departamentów. Z pomocą jednego pracownika w domu kierownictwa centrali komunistycznej otrzymałem zezwolenie na wejście do wydziału organizacyjnego. Zwróciłem się do kierownika i powiedziałem mu, że wedle słów Kamieniewa akta „Hechaluc” znajdują się w centrali komunistycznej, a ja przyszedłem się dowiedzieć, jak ta sprawa wygląda i czy Stalin już się z nią zapoznał po rozmowach, jakie mieliśmy z Liubową, Bubnowem269i Kalininem. Gdy kierownik wydziału organizacyjnego usłyszał nazwisko Liubowej, zaproponował mi udanie się do wydziału propagandy, by z nią o tym porozmawiać, i nakazał wydanie mi przepustki. Liubowej nie było w tym czasie w biurze. Przyjął mnie jej zastępca. Powtórzyłem mu wszystko, co powiedziałem w wydziale organizacyjnym. Jego odpowiedź brzmiała: „Tak, tak, ale ja się tym nie zajmowałem, towarzyszka Liubowa zna sprawę i przekazała ją do sekretariatu ogólnego”. Poprosiłem, by pozwolono mi tam wejść. Bez problemu spełniono moją prośbę. Podszedłem do jednej z sekretarek i gdy mnie zapytała, po co przyszedłem, odpowiedziałem, że z rozmów z Kamieniewem, Kalininem jest dla mnie jasne, że kwestia „Hechaluc” będzie jutro lub pojutrze przedstawiona Stalinowi, i chcę, rzecz jasna, dodać szczegóły. Sekretarka spojrzała w papiery i powiedziała: „Ma towarzysz rację. Jeszcze dziś akta trafią do Stalina”. Zapytałem: „Jeśli tak, to może jest możliwe, bym przekazał Stalinowi niektóre szczegóły ustnie?”. Poprosiła, żebym zaczekał, wyszła do innego pokoju i za minutę przyniosła mi kwitek, na którym było wydrukowane: „Pokój przyjęć tow. J. Stalina. Numer 6”. Dodała: „Musicie zaczekać pół godziny”. Wszedłem do pokoju przyjęć. Nieduży pokój, mały stół i kilka krzeseł. [18] Na stoliku leżała gazeta. W pokoju siedziało już kilku interesantów. Czekałem około kwadransa. Jedna z sekretarek weszła i cicho powiedziała: „Towarzysz Stalin nie może dziś przyjąć wszystkich interesantów. Zaraz zostanie postanowione, kto będzie musiał pofatygować się i przyjść ponownie”. Po niej weszła druga sekretarka i każdego zapytała, w jakiej sprawie przyszedł. Gdy zwróciła się do mnie, powiedziałem: „Sekretariat ogólny, wedle wskazówek Kamieniewa, poradził mi przyjść tutaj, ponieważ dziś właśnie sprawa »Hechaluc« zostanie przedstawiona Stalinowi”. Sekretarka wyszła i wróciła za kilka minut, mówiąc: „Przyjęci zostaną tylko trzej – Janukidze270, Pines i Aleksnis”. Janukidze nie widziałem, ani kiedy wchodził, ani kiedy wychodził. Aleksnis pozostał i czekał. Po kwadransie wezwano mnie do gabinetu, otworzono i powiedziano: „Proszę”. Zobaczyłem długi, pusty pokój, a w jego kącie, naprzeciw drzwi, przez które wszedłem, prześwit i zasłonę, na boku zaś krzesło.