RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Prasa getta warszawskiego: Hechaluc-...

strona 163 z 585

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 163


114 „Dror”, nr 7–8 [3]

ideał”. Kibuc – z galutu! Z Rosji, Polski, Litwy, Sybiru, Kaukazu, Węgier, Krymu i Ukrainy. Oto jest Rumunia, Niemcy, Serbia, Austria, Holandia, wszyscy tu się zgromadzili, każdy kraj ze swym językiem, każdy kraj ze swą pieśnią, ale cel jest jeden i jedno tylko rozwiązanie: ojczyzna, praca i wolność!

Smutne dziewczę z Wilna, wdzięczna, spokojna czarnula, obiera ziemniaki i wrzuca do wielkiego garnka. Ma piękne palce i choć rok już pracuje przy najcięższych pracach – ruchy zdradzają zamożny dom, delikatność i zaszczytnych przodków. Grupa studentów z wrzawą szoruje pokład (to będzie ich posłanie tej nocy, na nich spoczywa obowiązek zrobienia porządku). Pracują ze śpiewem, ze śmiechem, z wesołymi okrzykami. Pomocnik handlowy z Lidy i doktor z Lipska myją pilnie kocioł, a para pokrywa ich twarze. Na zwiniętych, grubych linach od kotwicy usiadła w rzędach młodzież, chłopcy, dziewczęta, robotnicy, fachowcy, księgowi, studenci, nauczyciele i dentyści. Z entuzjazmem słuchają słów towarzysza, który siedzi w środku. Starszy, wypróbowany działacz z klasy robotniczej Erec Israel. Wysłany do galutu przez grupę Hapoel Hacair, miał zorganizować szybką aliję młodych, potrzebnych sił (jego zadanie spełnione – wraca teraz na pola w Galilei). Opowiada, że choć sytuacja w Kraju jest teraz gorsza, to nie należy załamywać rąk, przeciwnie, jeszcze nigdy nie był tak pełen nadziei. Właśnie kryzys wskazuje na wybawienie, lecz imigranci winni zawczasu wiedzieć, że nie każdemu będzie dana praca na polu… Słuchający przerywają, protestują, aż niespodzianie – wszystko nam jedno! Praca na polu, szosy, pociągi, drogi, pustynia, góry czy bagna – wszystko jedno. Tylko jeden stoi tam smutny, napięty, zbolały i gniecie go troska – twarz poorana, broda – ruda, przystrzyżona, kapota – długa: może uczony talmudysta lub swat, lub zwykły sklepikarz z jednego z polskich miasteczek. Kręci się wśród chaluców, bo ma przy sobie pismo od swej lokalnej gminy, że „ten i ten jest syjonistą, całkowicie oddanym ruchowi”, ma też w torbie dziewięć szekli i akcje, które chętnie pokazuje wciąż na nowo i na nowo… Lecz tu, na statku, jest nieco speszony i wystraszył go ten człowiek z Erec Israel: nie każdy – mówi on – który chce kolonii294, może przyjść i je sobie wziąć. Nie ma niczyich kolonii i nie ma takiego, kto by kolonię oddał. Jest tylko praca i to często bardzo ciężka, a i takiej nawet brakuje i tylko ten, kto zgadza się na cierpienie, może przybyć, cierpieć i oddziaływać! Uśmiecha się zawstydzony, przestraszony Żyd i gniecie swą rudą brodę: „W związku z tym zapytam: czyż [istnieje] Żyd [, który] nie jest przyzwyczajony cierpieć? [26] Tylko co z tego? Chodziło mi o kolonie… wiedzieć, powinniście wiedzieć, że mam nie mniej praw do kolonii niż te wszystkie szczeniaki, jestem syjonistą nie od wczoraj czy przedwczoraj… o, tu macie szekle, dziewięć sztuk, i także akcje, przysięgam na Boga, znają mnie wszyscy ważniejsi syjoniści…”. I człowiek ten wkłada rękę do kieszeni kamizelki, wygrzebuje papiery, dziewięć szekli i akcje, potwierdzenie z gminy żydowskiej i jeszcze… Ale młodzieniec z Erec Israel przerywa mu, uśmiechając się: proszę pana, nie trzeba! I bez tego panu wierzę. To prawda, taki człowiek zasługuje, by zostać kolonistą, ale czy jest właściwie taki Żyd, który na to nie zasługuje? Tylko, jeśli go tu nie ma… i proszę wiedzieć, że ci wszyscy młodzi ludzie nie podążają tam, by zostać kolonistami, lecz by pracować w jakikolwiek sposób, a jeśli pan w to nie wierzy, to lepiej wracać do domu, choć to połowa drogi…”. Przerywa mu tenże człowiek i broni się twardo: „Do domu?