RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Prasa getta warszawskiego: Hechaluc-...

strona 360 z 585

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 360


„Słowo Młodych”, nr 5 [8] 311

I dlatego: Wer will den Dichter verstehen, muss in Dichters Lande gehen58, kto chce poznać, zrozumieć, a co za tym idzie – pokochać Bialika-poetę, ten musi znać, rozumieć i kochać żydostwo i życie żydowskie w jego wszystkich przejawach. Bo jako ognisko soczewki skupia w sobie bieżące zewsząd promienie świetlne, tak i twórczość Bialika skupia w sobie wszystko, co żydostwo stworzyło pięknego i wzniosłego. Tu stopił się w harmonijną całość żarliwy, karcący niekiedy patos proroków Izraela wraz z umiłowaniem narodu i Syjonu, jakie przebija z liryk Jehudy Halewiego. Tu zostało uwiecznione smętne zawodzenie, jakim uczniowie Jeszybotu odczytują rozdziały Talmudu. Jest to zatem – jak się wyżej rzekło, umiłowanie żydostwa w wszystkich jego przejawach – nawet galutowych. Miarą tego umiłowania – niechaj będzie stosunek do Bet-Hamidraszu, instytucji par excellence galutowej.

Młodzieńcze lata poety przypadają na tzw. okres przełomu. Był to okres niebezpieczny, w którym pokolenie młodych Żydów utraciło grunt duchowy pod nogami. Okrutne pogromy carskiej Rosji rozwiały bezpowrotnie złoty sen o emancypacji. Haskala pozostawiła w duszach swoich zwolenników osad zwątpienia i gorzkiego rozczarowania. Było to pokolenie – jak pisze poeta – „spowite w ciemnotę, stojące na rozdrożu z niemym pytaniem: dokąd”.

Geniusz Achad-Haama, jako ongiś Mojżesza-Ben-Majmon59, stał się przewodnikiem zabłąkanych i on to wskazał drogę powrotną ku żydostwu.

I oto znowu staje poeta u wrót starego Bet-Hamidraszu, którego uczniem był kiedyś, a piewcą stanie się w przyszłości z wiarą w sercu, która wykrystalizowała się w ogniu walk i cierpień, że oto stoi przed twierdzą ducha żydowskiego, która towarzyszyła narodowi w wszystkich jego długich wędrówkach galutowych i która ostrzegła [s] go od zagłady i zguby.

[12] W obliczu tego pomnika wieczności narodu przyznaje się poeta, że błądził, bo jego miejsce nie „śród lwów i kniei”, lecz wśród jagniąt.

Bo nie mam kłów drapieżnych i obce mi krwawe ich szpony.
Pan wieków jest mi opoką60. Bóg żywy jest moim schronem.
Potężnym akordem wiary w wieczność i nieśmiertelność narodu kończy poeta swą pieśń:
Nie runiesz, Święty Namiocie61. Dźwignę Cię, drogi mój, z prochów
I z czarnych ruin Cię wzniosę, lśnieniem zajaśnisz cudownym.
Przetrwasz wieki, Świątynio – zaginą twierdze i lochy,
Jak dotąd Święta postaniesz, choć prysną zamki warowne62.