„Słowo Młodych”, nr 9–10 [8] 445
60., kobiety zaś do 50., poddani zostali badaniu lekarskiemu celem stwierdzenia, czy są zdolni do pracy. Zaniepokojone tymi faktami gminy żydowskie czyniły starania celem uzyskania jakichkolwiek szczegółów na temat wysiedlenia, wysiłki ich jednak pozostały bezskuteczne. Jedyne, co ustało się ustalić, to fakt, że trzytysięczne skupienie żydowskie w Zagórowie pow[iatu] konińskiego [s] zostało po podobnych przygotowaniach wywiezione samochodami w okolicę lasów kazimierzowskich opodal miasta – i od tej chwili wszelki słuch o nim zaginął.
W połowie grudnia wysiedlona została cała ludność żydowska Koła (2 tysiące dusz) i Dąbia nad Nerem (1000 dusz). Wysiedlenie objęło wszystkich bez wyjątku Żydów. Na samochody ciężarowe załadowano niemowlęta, dzieci, starców obłożnie chorych. Wszystkich ich wraz z dobytkiem przewieziono do wsi Chełmno, położonej w odległości 12 kilometrów od Koła na drodze do Dąbia. Wysłani przez gminy żydowskie w Kłodawie, Izbicy Kujawskiej, [Buga]ju i Sempolnie508 gońcy, mający dowiedzieć się, co się stało z wysiedlonymi, zdołali tyl[ko] stwierdzić, że umieszczono ich w pałacu chełmińskim, skąd już nie wychodzą. Miejscowi chłopi opowiedzieli, że do pałacu nie przywozi się żadnych środków żywności i że [kil]ka razy dziennie do pałacu zajeżdża szary samochód ciężarowy i opuszcza go, kierując się w stronę lasów luborodzkich509.
Później dopiero udało się stwierdzić bliższe szczegóły odbywających się w pałacu chełmińskim wydarzeń. Żydów przywożono partiami po 60, a później po 90 osób. Bagaż składano do kościoła, zabudowania wokół którego zarekwirowane zostały przez Gestapo, [33] następnie zaś samochody podjeżdżały do pałacu, gdzie wysiedleni wysiadali i udawali się do wskazanego im pokoju. Pałac chełmiński jest to ruina jednopiętrowego pałacyku, zburzonego jeszcze w czasie poprzedniej wojny. Pomieszczenie, do którego wprowadzano wysiedlonych, był to pokój większych rozmiarów, dobrze ogrzany i wyłożony drewnianymi drabinkami. Z pokoju prowadziły schody w dół, również wyłożone drabinkami do podziemi. W podziemiach znajdował się korytarz, u wylotu którego ustawiona została rampa ze schodkami. Brama wejściowa prowadziła na dziedziniec, a drugie wrota na drugi, właściwy dziedziniec „pałacu”.
Oficer SS oraz sześćdziesięcioletni Niemiec, który swoim niezwykle serdecznym zachowaniem pozyskiwał sobie sympatie wysiedlonych jeszcze w czasie wysiadania z samochodów, wygłaszali teraz przemówienie do zebranych, w którym zapewniali ich, że zostaną wysiedleni do getta w Łodzi, gdzie znajdzie się dla wszystkich praca, a dzieci będą mogły chodzić do szkół. Zanim jednak wyjadą do Łodzi muszą przejść dezynfekcję i wykąpać się w specjalnie zainstalowanej w pałacu łaźni. Celem przygotowania się do dezynfekcji rozkazano mężczyznom rozebrać się do kalesonów, kobietom zaś do koszul. Dowody i kosztowności kazano zawiązać w chusteczki, zaś wszyte do odzieży pieniądze wypruć, aby nie uległy zniszczeniu w czasie dezynfekcji.
Po tym przygotowaniu wyprowadzono zebranych do „kąpieli” przez drzwi, wiodące do schodków w dół. Tutaj temperatura ulegała gwałtownemu spadkowi, ponieważ korytarz nie był zupełnie ogrzany. Na utyskiwania zebranych odpowiadano uprzejmie, aby mieli cierpliwość aż dojdą do łaźni. Łaźnią jednak okazywała się przygotowana