Część I. Dziennik Abrahama Lewina [8] 97
żydowskich wsiach, takich jak Baranów, Michów249, Ryki. Na miejsce wywiezionych Żydów sprowadzono Żydów czeskich i słowackich. Zajęli oni domki po wywiezionych. Przywiezieni Żydzi pracują u Niemców, są skoszarowani, tzn. przez cały tydzień znajdują się w obozie pracy i jedynie na co drugą niedzielę mogą jechać do domu, do miasteczka. Polakom w wymienionych osadach do tego czasu nic złego się nie stało. Żyją swobodnie i mogą się swobodnie poruszać. Ich stosunek do Żydów stał się ostatnio, jak opowiada moja informatorka (vox populi, vox Dei250) lepszy i bardziej przyjazny. Ze strony polskiego społeczeństwa da się odczuć ubolewanie i współczucie w cierpieniu.
Dziewczyna, z którą rozmawiałem, gdy odebrano jej tatę i siostrę, czuła się samotna jak kołek. Była sama jedna w domu i nie miała z kim zamienić słowa, ani w domu, ani w miasteczku. Przeraziło ją to. Zaczęto również mówić, że komisarz powiatowy rozkazał, aby wszystkie kobiety z miasteczka zostały „skoszarowane” na pobliskim lotnisku, tzn. że wszystkie pracujące kobiety – a tylko takie pozostały w miasteczku – zostaną zamknięte w obozie pracy. Wtedy zaczęła ona szukać środków, w jaki sposób wydostać się z dęblińskiej pułapki. Z całej rodziny, którą miała w Polsce, została jej starsza siostra w getcie warszawskim (jeden brat w czasie wojny wydostał się z Wilna przez Japonię do Ameryki. Dostała list, że wstąpił do wojska). Z pomocą tutejszej siostry otrzymała za
1000 złotych przepustkę i przyjechała tu legalnie. Tu pracuje jako pomocnica w aptece za 5 złotych [19] dziennie. Z jej oczu wyziera bezgraniczna rozpacz i poczucie beznadziei. Ludzie, którzy stracili swoich najbliższych, rodziców, rodzeństwo czy dzieci, nie mogą już, zdaje się, niczego oczekiwać od dnia jutrzejszego, szczególnie kiedy przeżyło się taki pogrom i rzeź jak w Dęblinie. Przed pogromem Żydzi dęblińscy żyli w zamkniętym getcie. Kiedy getto zostało otoczone, nikt nie mógł ratować się, chowając u chrześcijan albo uciekając.
Straszliwie bolesne jest wysłuchiwanie takich historii i patrzenie w twarz tym bezpośrednim ofiarom nazistowskiego barbarzyństwa.
Wtorek, 7 lipca 1942 r.
Ciągną się takie ładne, jasne, błękitne dni, bez jednej chmurki na niebie. Są one jednak ciężkie jak ołów i pozbawione nadziei. Każdy pyta, co z nami będzie i co będzie z Europą i z całym światem. W Egipcie postępy niemieckich wojsk na drodze do Aleksandrii zostały tymczasowo powstrzymane, ale w Rosji idą naprzód. Na szerokim odcinku doszli do Donu. Teraz atakują na południu. Co będzie dalej? Czy oni, ci Hunowie XX wieku, zniszczą Rosję i opanują całą Europę? Od Atlantyku po Ural i od Oceanu Arktycznego do Morza Kaspijskiego? Co będzie z ludzkością i nami Żydami? Tak strasznie o tym myśleć. Wszystkie zapewnienia i proroctwa państw demokratycznych do dziś pozostały jedynie iluzoryczną mową i zwykłą pogróżką. Czy naprawdę nie są one zdolne do podjęcia prawdziwej akcji? W rzeczywistości: czy Niemcy pozwolą na to, żeby pozostali przy życiu żyli w getcie? Szykuje się jakaś akcja przeciwko naszym