RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Dzienniki z getta warszawskiego

strona 153 z 476

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 153


Część I. Dziennik Abrahama Lewina [9] 139

Josef Kapłan już nie żyje. W pierwszym dniu nowego roku, w ostatnią sobotę pochowano go na cmentarzu. Wydaje się, że zamordowano go na Pawiaku. Dwaj wspaniali młodzieńcy – Josef i Szmuel445– zapłacili najwyższą cenę za swe dążenia i ideały. Przypłacili to życiem.

Środa, 16 września [1942 r.]

Znów minęły dwa ciężkie dni dla naszego szopu. Wczoraj napadli nań esesmani i zabrali 50 ludzi do Smoleńska na roboty446; przy okazji zabili rabina Blumenfelda447. Chciał on podejść do oficera i poprosić, aby mu darował życie. Strzelali do niego w ciągu kilku minut, powoli, 7 kul. Wstrząsnęło to mną. Dziś znów odbyła się formalna blokada. Cały oddział esesmanów napadł na szop i znowu uprowadził 50 mężczyzn i kilkadziesiąt kobiet. Dopisało mi szczęście wczoraj i dziś, zostałem żywy. Ale jak długo można tak cierpieć? Spośród dziś złapanych wrócili bogacze. Wieczorem złapano w szopie 9 Żydów i wysłano ich [34] na Umschlagplatz zamiast 9 Żydów, których z rana schwytano i wypuszczono. Trudno w to wszystko uwierzyć.

Piątek, 18 września [1942 r.]

Nawiedziły nas nowe nieszczęścia. Znów zmniejszają granice getta. Cały czworobok (Pawia – Lubeckiego – Gęsia – Zamenhofa) zostaje wydzielony z getta. Moje dwie siostry, które pozostały, tracą swe mieszkania. W ogóle nie mają one prawa żyć, gdyż nie otrzymały numerków od Gminy. Wszystkie moje rzeczy tam się znajdują. Jeśli będą musiały opuścić swe mieszkanie, przepadnie te trochę odzieży i pościeli, które mi jeszcze pozostało i zostanę goły i bosy. Bardzo mnie to dręczy, choć z drugiej strony i tak życie jest niepewne i nie trzeba się przejmować utratą ubrania czy poduszki, kiedy samo istnienie stoi pod znakiem zapytania. A może jednak stanie się cud i nagle zostaniemy wybawieni?

Niedziela, 20 września [1942 r.], wigilia Jom Kipur

Mijają tak ciężkie i straszne dni, że nie sposób wprost wytrzymać. W naszym szopie (Gęsia 30) OBW nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. Ludzie trochę pracują, są zmęczeni i głodni. Nieliczni, którzy mają dużo pieniędzy lub zagrabione rzeczy, robią ciemne interesy, jedzą i piją. Reszta męczy się. Moje położenie jest bardzo ciężkie. Nie mam pieniędzy. Nie sposób wprost opisać ogólnej sytuacji. Dzieje się tak, jakby chcieli zgładzić wszystkich Żydów do ostatniego.