RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Dzienniki z getta warszawskiego

strona 257 z 476

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 257


Część II. Dzienniki z getta warszawskiego [2] 243

policja musiała brać każdego. Zrozumiałe, że w rzeczywistości wyglądało to zupełnie inaczej. W nocy chodzono po domach i szukano mężczyzn: oczywiście wszyscy nocowali nie u siebie albo się ukrywali. Na przykład w domu przy Lesznie 14 miała miejsce rewizja. Znajdował się tam punkt dla uchodźców. Policja miała listę około trzydziestu mężczyzn. Weszli do domu i, jak się później okazało, nikogo nie zatrzymali. Oczywiście [kosztowało] to całkiem dużo pieniędzy. Potem policja poszła do punktu i [zatrzymała] 4 mężczyzn, spośród nich 2 zostało zwolnionych przez a[…]a komisję. Pokazali to policjantom, ale ci nie chcieli o niczym słyszeć i wszystkich czterech odprowadzili, aby zabrać ich na punkt zbiorczy. Poradzono sobie jednak tak, że żona i dziecko [zatrzymanego] chorego zaczęli straszliwie krzyczeć na ulicy. Było wpół do pierwszej w nocy i policja się wystraszyła, bo krzyczeli o braniu łapówek i innych takich rzeczach. Aby się to nie rozniosło, chorego uwolniono na miejscu. Potem policja z aresztowanymi weszła do baru „Kwik”, znajdującego się na tym samym dziedzińcu, i na oczach wszystkich rozdzielili między siebie pieniądze, które uzbierali w budynku, dobrze się najedli, zatrzymanym też dali [jeść] i poszli. To nie jest żaden odosobniony przypadek. [85] W wielu wypadkach komitety domowe załatwiały sprawę z policją. Pozbywano się ich za sto zł[otych]. W innych miejscach policja nie chciała tego robić, bo przy indywidualnych sprawach zarobek był większy. Znam przypadek, kiedy żydowska policja na ulicy Zamenhofa weszła do ponad pięćdziesięcioletniego mężczyzny i zwyczajnie wymusiła od niego 50 zł. Na pytanie, dlaczego dał im [pieniądze], wiedząc, że mogą zatrzymywać ludzi do 40 roku życia, odparł, iż był sterroryzowany i bał się ich. Przychodzili do wielu domów, i to do dużych, skąd nie został zabrany ani jeden człowiek. Aby jednak kogoś zatrzymać, urządzano łapanie na ulicy. Działo się to przy Nowolipkach 27. Ale są też inne fakty. Na Nowolipiu numer dwadzieścia kilka policja weszła szukać potencjalnych obozowiczów. Sąsiedzi bardzo się wystraszyli. Policjanci powiedzieli, że wiedzą, iż wszyscy się pochowali. Nie będą szukać, proszą tylko, aby dom dostarczył a[…]a ochotników i to im wystarczy. W budynku znajduje się punkt dla uchodźców i zaraz zameldowali się ochotnicy do pójścia do obozu. Policjanci powiedzieli, żeby dać ochotnikom ubrania, pieniądze oraz jedzenie i dostarczyć to wszystko rano, kiedy przyjdą. Ochotnicy prosili dla siebie po 50 zł i, jeżeli to możliwe, trochę starej bielizny i ubrań. Oczywiście gdyby oni się nie stawili, cały dom musiałby zapłacić bardzo wysoką sumę jako łapówkę. Wszyscy powiedzieli, że tak będzie słusznie, ale gdy policja odeszła, nie udało się zebrać ani pieniędzy, ani odzieży. Kiedy policja przyszła znowu, stwierdziła, iż nie dotrzymano słowa. Odeszli, mówiąc, że jeszcze wrócą, specjalnie z powodu tego zdarzenia.

[tłum. z j. żyd. Magdalena Siek]

ARG I 462/18 (Ring. I/1040)

Opis: oryg. lub odpis (2 egz.), rkps (MS*), ołówek, j. żyd., 147×207 mm, drobne uszkodzenia i ubytki tekstu, k. 6, s. 6.

Na marginesach znak (atrament): „”.

Edycja na podstawie obu egz. (1 egz., k. 3, s. 3), k. 6, s. 6.