262 Część II. Dzienniki z getta warszawskiego [9]
udręką. Szczęki, oczodoły i nosy są tak wyostrzone, że tylko skóra, popękana w wielu miejscach, trzyma je razem i odróżnia je od zwykłej czaszki. Nawet rodzony syn nie byłby w stanie rozpoznać twarzy swojej matki.
[13] Kobiet jest znacznie mniej niż mężczyzn, dłużej wytrzymują głód, co jeszcze raz potwierdza teorię, że kobiety są w stanie lepiej znieść fizycznie cierpienie. Część ma zaciśnięte stopy i dłonie. Możliwe, że będąc w agonii, czuły takie same skurcze jak przy ciężkim porodzie, kiedy trzeba było kleszczami wyciągać dziecko z ich wnętrza.
Oto leży dziecko z głową na kolanach kobiety, wygląda to tak, jakby matka zasnęła razem z dzieckiem podczas usypiania. Dzieci mają akurat pozamykane oczy, jak gdyby cieszyły się, że nie muszą już oglądać świata, który dopiero zaczynały rozpoznawać i rozumieć, a już musiały wypić do dna całą jego gorycz i zło.
Z dzieci także zostały same szkielety i czaszki. Mimo częstych kąpieli wszystkie są brudne, nie jest to jednak błoto, lecz otwarte rany, które wciąż ropieją i krwawią, a także ślady po uderzeniach: czerwone, czarne i brązowe siniaki, jakich nie zdołała zakryć nawet trupiożółta barwa. Być może to podarunki od żandarmów przy murach, gdy próbowały szukać kawałka chleba po tamtej stronie.
Obok nich leżą szkielety kalek, bez rąk, bez nóg. Stracili części swoich ciał na polach pod Kutnem, Modlinem i Garwolinem, a może też podczas obrony Warszawy lub pod ruinami miasta196.
[14] Leży także szkielet z oczodołami bez oczu. Dochodząc do siebie, zdałem sobie sprawę, że to ślepiec, który śpiewał na naszym podwórku ludowe piosenki. W uszach pobrzmiewa mi jeszcze jego ostatnia przyśpiewka: „W Warszawie jadałem pomarańcze, w Białymstoku muszę iskać wszy. Do domu, bratku, do domu!”.
Osobno leżą zabici w obozach. Jak z krzyża zdjęci – ze wszystkich członków sączy się jeszcze krew, nie mają ani jednej niepołamanej kończyny. Po przywiezieniu ich skatowanych do szpitala i b[…]b imiona zrobiono im jeszcze sekcję zwłok, aby móc stwierdzić: „Zmarł śmiercią naturalną”. Pozostawiono ich na pięć dni w celu załatwienia formalności i teraz czekają na żydowski pochówek.
Niecałe dwa tysiące lat temu poprowadzono syna narodu żydowskiego na ukrzyżowanie. O jego „drodze na Golgotę”, ukrzyżowaniu i męczeńskiej śmierci oraz o jego grobie napisano całą Ewangelię. Jego życie i cierpienie stały się religią, przysięga się na jego rany, [dodają one] odwagi i siły setkom milionów ludzi, każdy jego krok przemienił się w symboliczną relikwię.
Miliony chrześcijan, wybaczcie mi moje porównania! Dla was każdy zmarły jest świętym. Spróbujcie jednak spojrzeć na cierpienie owych współczesnych świętych, którzy tyle razy byli skazywani na śmierć nie przez Piłata, lecz przez bandy żydowskich, polskich, ukraińskich i niemieckich katów, tyle razy byli krzyżowani, katowani i hańbieni! [15] Leżą jak zdjęci z krzyża. Już nie ludzie, lecz ciała. Jak gotowe mięso z jatki (przepraszam was, drodzy święci!). Nie sposób rozpoznać wśród nich syna Chmielnickiego197, który był moim kolegą z klubu. Ze wszystkich sączy się krew, poranione