20 Część I. Dziennik Abrahama Lewina [3]
lub w Falenicy25. Na drugi cel miały zostać zwerbowane żydowskie nauczycielki robót ręcznych z byłych żydowskich szkół podstawowych [4] i średnich jako instruktorki, które będą uczyć żydowskie kobiety, jak wytwarzać różne małe produkty rękodzielnicze, które również będą szły dla Niemców. W tej inicjatywie również weźmie udział kilku żydowskich przedsiębiorców handlowych. W rezultacie tego posiedzenia miał upaść plan wysiedlenia Żydów z Warszawy.
Wczoraj opowiadano, że kilkuset polskich policjantów – dwustu lub sześciuset – otrzymało rozkaz stawienia się w poniedziałek o 6 rano, winni być przygotowani do udania się w drogę. Mają ich wysłać z Warszawy. Dokąd – nie wiadomo. Może do Lublina?
Opowiadają, że usunięto wszystkich Polaków z parzystej strony Marszałkowskiej i Alej Jerozolimskich. Przywieziono podobno do Warszawy wiele kobiet z Niemiec, zwłaszcza brzemiennych.
Pewien Manel, który pracuje na komendzie żydowskiej policji, opowiada prawie niewiarygodny, ale jednak autentyczny fakt o polskim Żydzie, który przez pewien czas służył w… niemieckiej armii. Historia jest taka: młody Żyd, robotnik rolny spod Nowego Dworu nad Wisłą26, wysoki, silny i dobrze zbudowany blondyn, w momencie wybuchu wojny, kiedy Niemcy zbliżali się do Modlina27, wyruszył na wschód i doszedł aż do Estonii, gdzie zatrudnił się jako robotnik rolny u estońskiego chłopa, volksdeutscha. Żyd pracował u Niemca, który był z niego bardzo zadowolony, bez przerwy aż do czasu, kiedy armia niemiecka zajęła Estonię28. Również wtedy dalej pracował.
Władza, jak wszędzie, podniosła volksdeutschów do poziomu obywateli pierwszej kategorii i przyznała im różne przywileje. Niemiec przyjął to z otwartymi ramionami. Następnie wyszedł rozkaz, że każdy gospodarz rolny ma dostarczyć do taboru armii wóz z dwoma dobrymi końmi i… jednego z synów jako furmana. Naszemu volksdeutschowi, który prawdopodobnie był dobrym patriotą i zwolennikiem Hitlera, było jednak szkoda oddać jednego z synów, krew z krwi i kość z kości. Zwrócił się więc do Żyda i zaproponował mu 200 marek jako nagrodę za to, że stawi się z wozem i końmi jako jego syn. Żyd przystał na tę propozycję. Pewien czas służył w taborze i wędrował tu i tam na froncie, aż cały tabor został rozbity przez Rosjan. Wtedy [5] wszystkich pozostałych z taboru zabrano do aktywnej służby. Nasz nowodworski Żyd został niemieckim artylerzystą. Z frontu opowiadał straszne rzeczy. Całe pola wybuchały do góry. Ludzie razem z ziemią byli wyrzucani na dziesiątki metrów w górę w powietrze, a potem na dół do głębokiego dołu. Wszystko było zaminowane. Żyd był również zatrudniony do chowania trupów, których było mnóstwo. Przy tej pracy Żyd – i nie tylko on – napełnił sobie dwie kieszenie na piersiach, jedną 75 tysiącami marek, a drugą większą ilością złotych pierścionków. Były to rzeczy, które znaleziono przy zabitych niemieckich żołnierzach.
Żyd walczył tak długo, aż został ranny. Zabrano go do lazaretu. Przede wszystkim opróżniono mu obie kieszenie, a następnie zbadano go i wtedy zauważono, że