RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Dzienniki z getta warszawskiego

strona 337 z 476

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 337


Część II. Dzienniki z getta warszawskiego [13] 323

[1]4325 XI [19]42 r.

Policja żydowska w akcji przesiedleńczej

…W murach getta Judenrat powołał do życia nową instytucję: policję żydowską, zwaną oficjalnie „Ordnungsdienst”. I rzeczywiście, ci młodzieńcy wystrojeni w wysokie błyszczące buty i w policyjne czapki robili „Ordnung”433w warszawskim getcie… Zaczęli od brania pieniędzy od piekarzy za nielegalne pieczenie chleba, od handlarzy za sprzedawanie niedozwolonych towarów, robienia interesów z żandarmami na wachach przy szmuglu, brania łapówek za zwolnienie w trakcie łapania do obozów

pracy; ale bardzo zasłynęli zwłaszcza podczas ostatniej „akcji przesiedleńczej”.

Już nazajutrz po ukazaniu się na murach getta zarządzenia o wysłaniu Żydów z Warszawy nasi żydowscy policjanci pilnie zabrali się do wykonywania swojej „świętej” pracy. Jako pierwsi zostali zabrani mieszkańcy punktów. Dreszcz przejmował tego, kto przez pierwsze 2–3 dni miał możliwość przyglądać się tej „pracy”, z jakim poświęceniem, brawurą, jak brutalnie policja żydowska wykonywała tę pracę.

[2] Siłą, biciem wlekli tych, którzy próbowali prosić, aby ich zostawiono. Żydzi instynktownie czuli, że prowadzi się ich jak owce na pewną śmierć, chociaż straszne słowo „Treblinka” jeszcze w tych pierwszych dniach nie było znane.

Dziś, po trzech miesiącach od tych pierwszych dni, gdy wiemy już na pewno, gdzie odeszła ponad ¼ miliona Żydów, kiedy nadchodzą jeszcze wiadomości o oporze, o tym, że żydowscy policjanci w niektórych miastach i miasteczkach odmówili wzięcia udziału w akcji (ostatnio w Sandomierzu), można już ocenić, jak podłe było zachowanie policji żydowskiej w Warszawie – największym żydowskim mieście Europy. Możliwe, że na ulicach Warszawy leżałyby dziesiątki tysięcy zabitych, możliwe, że w Warszawie (na miejscu) zginęliby wszyscy wysiedleni Żydzi, ale pewne jest, że wstrzymałoby to i osłabiło „akcję przesiedleńczą” zarówno w [Generalnym] Gubernatorstwie, jak i w innych krajach. I zamiast miliona ofiar w Treblince liczba ofiar w Warszawie wyniosłaby sto do dwustu tysięcy Żydów w najgorszym wypadku. Ale impet, z jakim warszawska policja żyd[owska] wykonywała [swoją] pracę, umożliwił Niemcom użycie do całej akcji może 150 ludzi.

Udało mi się przeżyć kilka blokad [3] żyd[owskiej] policji; z ukrycia [mogłem] przyglądać się ich pracy i nieraz miałem wrażenie, „jak gdybym był na froncie, walczył z wrogiem, wygrywał bitwy i z triumfem rabusia i mordercy zajmował posterunek”.

Nie liczyli się z chorymi, ze starymi kobietami, z małymi dziećmi. Wyglądało to tak, jakby ludzie nagle, pod wpływem jakiejś magicznej siły, stracili uczucie litości, szlachetności i człowieczeństwa.

Widziałem, jak żyd[owscy] policjanci wlekli za włosy starych, siwych Żydów, jak kopali i bili kobiety tylko dlatego, że prosiły, aby zostawić je na później, bo ich dzieci mają przy sobie dokumenty uprawniające do zwolnienia.

Z gwizdami i krzykami wbiegali do domów, jak dzikie hordy, rozbiegali się po mieszkaniach szukać, wyważać drzwi i siłą wyciągać zrozpaczonych Żydów.