RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Dzienniki z getta warszawskiego

strona 368 z 476

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 368


354 Część II. Dzienniki z getta warszawskiego [14]

były to trzy bardzo różne osoby o odmiennych stylach życia. Również śmierć każdego z nich znalazła inny oddźwięk w zgnębionym, wygłodzonym, ale jednak pulsującym żydowskim społeczeństwie getta warszawskiego.

Kiedy nawiązałem osobisty kontakt z Menachemem Kipnisem, był on już towarzysko trochę nie na czasie, chociaż zewnętrznie się nie zmienił i wyglądał tak jak przed

15 laty. Ten sam dobrotliwy uśmiech, ta sama żywiołowość i te same… farbowane włosy. Ludzie pamiętają nawet, kiedy Kipnis osiwiał… ja nie.

Zestarzał się nie z własnej winy. To czas i młodsze pokolenie uczyniły go niedzisiejszym. Jako były śpiewak w operze warszawskiej stał się anachroniczny jak sama opera. W swoich wyróżniających się, lekkich, pełnych erudycji muzycznych felietonach i recenzjach – w żydowskiej prasie wysoko ocenianych jako obiektywne i najlepsze – często przypominał czasy Kaftal555, Caruso556, Anselmiego557, Szalapina558, Titty Ruffo559i innych, którymi w jego czasach zachwycał się i ekscytował świat. Te czasy minęły, a razem z nimi przeszłość Kipnisa jako śpiewaka operowego.

Jako śpiewak i popularyzator żydowskiej pieśni ludowej wraz ze swoją żoną był również anachroniczny. Bronciele, Aj Abram, Joszke, Wio, wio koniki i wiele, wiele innych perełek, które rozweselały żydowską publikę w Polsce 20–25 lat wcześniej, w tamtym czasie zniknęły z estrady razem ze swoim kolekcjonerem i wspaniałym interpretatorem. Nadeszły czasy tanga i fokstrota, czasy, kiedy słowo żydowskie i serdeczna żydowska melodia w mieszczańskich domach zaczęły być obce i niepożądane… Jako wspaniały humorysta i felietonista Kipnis także stał się nużący. Jego piątkowe artykuły w „Hajncie”560, jego niemieckie felietony, opowieści chełmskie i rozmowy z panem mecenasem, przy których ludzie zanosili się śmiechem w piątkowe wieczory po dobrej szabatowej rybie, stały się z czasem mniej pikantne. Nie dlatego, że Kipnis się wyczerpał, broń Boże, ale dlatego, że młodsze pokolenie zaczęło się oddalać od języka żydowskiego. Żydowska gazeta była w domu gościem, a nie codziennym przyjacielem. Snobistyczna młodzież w najlepszym przypadku przynosiła „Nasz Przegląd”561. „Zacofani” rodzice z powodu dzieci zadowalali się jedynie rzutem oka na gazetę, lecz nie przynosili