RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Dzienniki z getta warszawskiego

strona 401 z 476

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 401


Część II. Dzienniki z getta warszawskiego [17] 387

Tego samego dnia, wpół do 9 wieczorem, otruł się prezes Judenratu, cCzerniaków715. Getto jest poruszone, spodziewają się nowin. Akcją kieruje Szeryński (pułkownik w żydowskiej policji, jej były kierownik, który z racji różnych przewinień siedział w więzieniu; zwolniono go [z powodu] przesiedlenia). (Łajdak).

24 lipca 1942 [r.]

Od 6 rano całe getto rozbrzmiewa wiadomością o bohaterskiej śmierci Czerniakowa. Kontyngent na dzisiaj wynosi 10 tysięcy ludzi – kara za śmierć Czerniakowa. W nocy z 23 na 24 lipca [1942 r.] zwołano Judenrat na nadzwyczajne posiedzenie, na którym przewodniczącym został Lichtenbaum, wiceprzewodniczącymi Sztolcman [i] Wielikowski.

Łapią ludzi z zaświadczeniami pracy. Jest czarno. W (punkcie przesyłkowym) stoją tysiące ludzi, krzyczą: „Ja pracuję w szopie u Schultza, Toebbensa”. Strzelają do ludzi. Wózki z martwymi jadą na cmentarz.

Jest źle. Wszyscy stoimy z zapakowanymi rzeczami i czekamy… Już, już idziemy… Pluton policjantów wdziera się do miejsca pracy. Mordują, biją, krzyczą, płaczą… dNa wóz716... Kilka osób schowało się w lokalu. Znaleziono je. [3] Krzyczą: „Gdzie są moje dzieci, powiedźcie im, że ja jadę…”. Żydowska policja bierze pieniądze (łapówki), od kogo chce – [ci, którzy dali,] zostają w domu. Szopy są oblężone przez tysiące ludzi. Krzyczą: „Ja mam maszynę, mam maszynę [do szycia]”. Uciekają, bo żandarmeria goni. Ratunku.

23717lipca 1942 [r.]

Jednych łapią, inni zgłaszają się dobrowolnie, bo panuje głód. Chleb kosztuje

55 złotych.

Gmina Żydowska zorganizowała policję pomocniczą. Piekarnia Blajmana718piecze chleb i posyła go dla wysiedlonych na (plac przeładunkowy). Rozdziela się chleb, kombinuje się: kto daje więcej, dostaje więcej chleba. Nie jest dobrze, czekamy na… Krzyczą: „Tu się łapie, chodź tu, chodź tam”. Ludzie są jak obłąkani – i tak dzień po dniu. Jeszcze jestem wśród szczęśliwców, jeszcze tu jestem, ale kto wie. Kiedy piszę ten list, siedzę w pracy, jest 30 lipca 1942 [r.], 6 wieczorem. Jestem całkowicie ubrany, mam ze sobą trochę jedzenia. Widzę, że biegną, schodzę szybko na ulicę i dowiaduję się, iż Smocza od Dzielnej do Gęsiej jest zablokowana przez żandarmerię. Moi rodzice mieszkają przy Pawiej 41. Pytam szybko, co się dzieje, i dowiaduję się, że [ulica] jest zablokowana. Nie znam losu moich rodziców. Czekam, aż będę mógł pobiec i zobaczyć, [co] z nimi. Oto słyszę krzyki. Idą. Jestem już na podwórzu. Był tylko strach.