RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Dzienniki z getta warszawskiego

strona 415 z 476

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 415


Część II. Dzienniki z getta warszawskiego [19] 401

Wróg boi się tego.

Ghetto mimo wszystko nie złamało ducha, nawet w tych najohydniejszych warunkach bytowania ustalił się „modus vivendi”759.

Dość dużo czasu trzeba by było, [5] aby wszyscy wyginęli z głodu i chorób lub systematycznych, co pewien czas zorganizowanych pogromów.

Kat podniósł nóż, założył pętlę, inkwizycja postanowiła wykonać wyrok szybko, bo nie wiadomo, co czas przyniesie.

Dopiero niedawno radio angielskie podało audycję na cały świat o potwornościach dokonanych przez zbójów niem[ieckich] na Żydach w krajach podbitych760. Audycja podawała liczby mniejsze od rzeczywistych, konkretne fakty bestialskich pogromów i rzezi. Dla nas – skazanych więźniów – była to otucha.

Jednak wiedzą, pamiętają o nas. Mamy przyjaciół i nawet jeżeli zginiemy – miecz zemsty utnie głowy naszym katom.

A może…

A może… zamilkną słowa protestu, czcze protesty, a rozpoczną się czyny... Może… z tamtej strony… zza murów… zbliża się faktyczna pomoc?

Próżne były nasze oczekiwania. W godzinach popołudniowych ukazały się porozlepiane na murach obwieszczenia podpisane przez Radę Żydowską, że z rozkazu władz wszyscy Żydzi niezatrudnieni w fabrykach niem[ieckich] lub w instytucjach gminnych zostaną wysiedleni na wschód.

[6] Czwartek, 27 sierpnia. Gdy przyszedłem do fabryki, wśród zebranych robotników zauważyłem wielki niepokój. Powszechnie mówiono o mającej się odbyć blokadzie na terenie szopu. Wielu robotników, zwłaszcza starsi, byli nieobecni. Dwa złowrogie słowa, równające się wyrokowi śmierci, kładły się ciężarem na wszystkie serca:

Blokada… Redukcja…

Redukcja miała objąć z kilkuset robotników, samo kierownictwo miało ją przeprowadzić. Na pierwszy ogień mieli pójść starsi wiekiem, później niefachowcy. Do tego dołączyły się złowróżbne wieści o likwidacji szopów. Zauważyłem płaczącą dziewczynę. Opowiedziała, że jedynego brata, który jeszcze pozostał jej z rodziny, pierwszorzędnego fachowca, wyjęto wczoraj z fabryki na Lesznie, dawniej „Brown i Rowiński”761. Przyrzeczenie władz niemieckich, że „przesiedlenie” nie dotyczy pracujących, i w tym wypadku okazało się wierutnym kłamstwem. Młody fachowiec. Kobieta zupełnie była załamana, bardzo kochała swego brata. Zazdrościłem jej. Bynajmniej [!] mogła się wypłakać.

Wierzyła, bynajmniej [!] tego pragnęła, że brata nie spotka los wszystkich, że najprawdopodobniej wyślą go do obozu pracy, że przecież młody, silny, może przetrzyma…