RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Dzienniki z getta warszawskiego

strona 60 z 476

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 60


46 Część I. Dziennik Abrahama Lewina [5]

Niedziela, 24 maja 1942 r.

Tej nocy znów zastrzelili pewną liczbę Żydów. Chwilowo znane są nazwiska tylko czterech, są to Szymonowicz, Hurwicz, Mandel i Lewin. Wszyscy byli podobno bliskimi współpracownikami „Trzynastki”, tj. niemieckiej agentury przy ul. Leszno 13, na której czele stał Gancwajch113. Z samego rana poszedłem zobaczyć miejsce, gdzie zastrzelono Szymonowicza, na ul. Przejazd 9. Zastałem tam jeszcze zakrzepłą krew między płytami chodnika. Na szybie sklepu, przed którym stał, gdy go rozstrzeliwali, były jeszcze plamy krwi. Zrobiło to na mnie wstrząsające wrażenie. W związku z zastrzeleniem Szymonowicza opowiedziano mi, że ostatnio zrobił on ogromną fortunę, aż

4 miliony złotych, na produkcji szczotek. Miał on być z natury dobrym człowiekiem i wydawać bardzo dużo na utrzymanie własnej rodziny oraz obcych ludzi. W ubiegłym tygodniu wydał za mąż córkę. Uczta weselna kosztowała ponoć 25 000 złotych. Tak mówią Żydzi. Nie z powodu drogiej biesiady weselnej, [35] zapewne, pożegnał się ze światem. Chyba raczej ze względu na swe więzy z gestapo. Niemieccy naziści traktują swych pomocników i sługusów, żydowskich renegatów i donosicieli zgodnie ze starą niemiecką regułą: „Der Mohr hat seine Arbeit getan, der Mohr kann gehen”114. Tak obeszli się z Żydem Hanuselem, którego zamordowali od razu po dojściu do władzy, mimo że służył im bardzo wiernie i był z nimi mocno związany. Analogicznie postępują po dziś dzień. Opowiadają, że byli w mieszkaniach obu „wodzów” – Gancwajcha i Szternfelda – ale nie zastali ich w domu. Ukrywają się.

Pewien inżynier Sz., poważny człowiek, opowiedział mi o mordzie, dokonanym przez Niemców w ubiegłym tygodniu na młodej dziewczynie w domu przy ul. Pawiej

11a. Strzelał starszy oficer niemiecki, w wieku 55–60 lat. Po zastrzeleniu dziewczyny wyszedł na ulicę. Nadeszła akurat kobieta, znajoma wspomnianego inżyniera. Ulica natychmiast opustoszała. Kobieta nie zdołała się już cofnąć. Oficer był śmiertelnie blady. Wziął ją za rękę, wprowadził do bramy, pokazał zabitą i kazał jej odszukać dozorcę i polecić mu, aby doniesiono zwłoki na stronę w podwórzu i zmyto krew. Oświadczył jej przy tym, że on nie jest winien, gdyż wykonał tylko otrzymany rozkaz. Pokazał jej rozkaz na piśmie.

Czyżby niemieckiego agenta gestapo również ruszyło sumienie? Może w domu ma jedną lub więcej córek w wieku zamordowanej?

[36] Poniedziałek, 25 maja 1942 r.

Łódzcy uchodźcy podają, że z Łodzi nadeszły takie straszne wiadomości, że uznalibyśmy je za nieprawdopodobne, gdybyśmy nie znali równie szatańskich faktów na podstawie protokólarnie przyjmowanych relacji. Łódzki Żyd, inż. R., opowiedział mi, że