262 „Der Weker. Informacje Biuletin”, nr 2 (26), 25 stycznia 1942 [2]
została uwaga: „informacja o śmierci Reichenaua jest w stanie przyciągnąć uwagę opinii światowej, właśnie bowiem tenże generał powołany został do odegrania szczególnej roli w obecnych ofiarnych walkach w Rosji. Był on wiernym zwolennikiem Hitlera i jest jasne, że jego nagła śmierć da wrogiej propagandzie dobrą okazję, by snuć hipotezy i przypuszczenia, tak jak miało to miejsce w przypadku [Walthera] Brauchitscha. Korespondent uważa jednak, że niezależny obserwator winien trzymać się oficjalnych niemieckich komunikatów”.
Bardzo mała musi być skuteczność rozkazu nawet samego Hitlera, jeśli musi się go wzmacniać opinią świadka w neutralnym kraju.
Operacja się udała, ale pacjent…
Ciekawy przypadek wydarzył się z feldmarszałkiem von Brauchitschem. Jak pokazano w rozkazie, Führer przyjął dymisję Brauchitscha z tego powodu, że Hitler sam musi przejąć bezpośrednie kierownictwo armii w związku z powstałymi nadzwyczajnymi zadaniami. W rozkazie pożegnalnym Brauchitscha jest jednak tylko wspomnienie o chorobie sercowej. Obecnie dowiadujemy się z prasy niemieckiej o operacji feldmarszałka, która przebiegła zadowalająco i Führer przysłał depeszę z pozdrowieniami. Mamy nadzieję w nieodległej przyszłości dowiedzieć się także czegoś o pacjencie…
Gdy dzwonią, jest chrześcijańskie święto…
W „[Das] Reich” z 18 stycznia Goebbels stwierdza, że od trzech tygodni prasa angielska i amerykańska pełna jest fantastycznych informacji o demonstracjach protestacyjnych w Niemczech z powodu zgromadzenia wyborczego, o rządzie rewolucyjnym z generałami na czele, który ma się oderwać od Japonii i przystać do koalicji oraz zawrzeć pokój itd. Goebbels woła powątpiewająco: „Gdy milczymy, widzi się w tym potwierdzenie słuszności angielskich kłamstw. Gdy zaprzeczamy, tłumaczy się po tamtej stronie, że coś musi być [na rzeczy], bo gdyby nie, to by nie zaprzeczano. Cóż więc powinniśmy czynić by przekonać pana Churchilla?”.
Doświadczony minister propagandy nie może dać sobie rady i wybiera obie drogi: trzy tygodnie wszystko jest przemilczane, a na koniec, raptem, jak na rozkaz, zaczyna się zaprzeczać we wszystkich gazetach. „D[eutsche] A[llgemeine] Z[eitung]” przytacza nawet 18 stycznia reprodukcję gazety angielskiej z datą 8 stycznia, gdzie zostały opublikowane wszystkie te domniemane kłamstwa. Wszystko to jednak potwierdza prawdziwość powiedzenia, „że gdy [dzwony] dzwonią, to na chrześcijańskie święto…”.
Co naprawdę stało się z Reichenauem?
Przedrukowujemy tu artykuł z nielegalnej prasy niemieckiej „Der Soldat” z 15 grudnia 1941 roku „Tuż przed rozstrzygnięciem…”. Na pierwszej stronie znajdujemy fotkę gen. Reichenaua. W artykule czytamy, że „armia niemiecka przyciągnęła uwagę całego świata. Po armii przyszli jednak politycy, mordercy z gestapo, bohaterowie brunatnych koszul z agresywnymi złodziejskimi rękoma. Nic przeto dziwnego, że cały świat nienawidzi Niemców. Nawet gdybyśmy zwyciężyli, to Europa zginie we krwi, a my wraz z nią. Wiemy już od dawna, że to nie ma sensu. Wszystkim narodom, które podbiliśmy, chcemy przynieść wyzwolenie, a nie skazywać je na oddychanie piwnicznym powietrzem, w którym duszą się już długie lata w Niemczech. Armia musi