670 „Jugnt Sztime”, nr 10 (13), listopad 1941 [8]
w błoto i brud zostaliśmy rzuceni z żonami i dziećmi, jak liście, które zły wiatr zapędził na drogi podczas bezkresnej nocy polskiego listopada…
W dzień tęsknimy za nocą, a w nocy, aby jak najszybciej przyszedł dzień. Smutne, przygnebiające jest zarówno dziś, jak i wczoraj, jak przedwczoraj, jak… jutro?
Nie, o nie! Wielki cud, cud naszej b[…]b nocy i naszego pełnego tęsknoty dnia.
Im boleśniej w ciągu dnia kajdany wrzynają się w nasze ręce, im mocniej ranione są nasze nogi przez żelazne obręcze, im złośliwiej dmie i wyje wiatr za oknami, tym częściej przychodzą, zarówno w dzień, jak i w nocy, jasne, złote godziny, często niebieskie jak niebo nad górami albo jak statki na dalekich morzach; kiedy słyszymy, tak słyszymy, coraz bliżej, coraz wyraźniej, w najgłębszych [7] zakątkach naszych serc jak upada, jak bb[…]bb świat nadziei i słoneczne odgłosy, jak rozbrzmiewa złoty róg z daleka, tam gdzie rozciągają się bezkresne, gęste i pradawne polskie lasy. Czy to złoty róg, który pocieszał i budził naszych braci z pokolenia rewolucjonistów, które już odeszło? Czy to [złoty] róg lat 1848, 1905, 1918? Czy to [złoty] róg, który nie pozwalał spocząć ojcom i dziadom w piwnicach Bastylii? Czy to [złoty] róg, który zapowiadał przybycie jutrzenki pierwszym chrześcijanom w starożytnym Rzymie? Czy to [złoty] róg, który przynosił wiadomość o przebudzeniu i zbawieniu? Może to [złoty] róg całej ludzkiej historii?
Nie myślimy teraz o tym. Nasze serca w tych godzinach biją tak pośpiesznie, tak radośnie, tak jasno! Teraz czujemy, że kolorowa tęcza nie była jedynie złotym snem złej nocy, że nie kpiną była płomienna wiara w poranek, że prawdziwy jak krew, której szum czujemy teraz z żyłach, był strumień miłości do człowieka i do ludzkości, który płynie jak srebro z górskich źródeł, pod gęstymi lasami…
Ożywieni i odświeżeni tymi źródłami wiary i nadziei, przywdziewamy dzisiaj czułe szaty niebieskich godzin i prostują się nasze pochylone plecy, i napinają się muskuły naszych ciał, i… spójrz…
Nasz ciemiężca drży ze strachu, a jego zakrwawiony pysk robi się śmiertelnie blady.
Chociaż tępa i sztywna jest jego zwierzęca istota, jednak pojmuje on i rozumie, co oznacza rozpalony płomień w naszych oczach, zauważa święte drżenie naszych serc i może dochodzi również do jego dzikiego ucha echo rogu, który rozbrzmiewa coraz głośniej z odmętów ludzkiej historii…
Nasz ciemiężca czuje, że jest nad krawędzią, a jego paniczny strach przed zbliżającym się dniem sądu graniczy z obłędem…
Jeszcze bardziej dziko i zwierzęco zaczynają płonąć jego jadowite oczy i jak opętany krzyczy przez megafon radia:
– Jestem jeszcze dość silny, aby karabinami ugasić pożar!
– Jestem, jestem, jestem…
Ale my nie słyszymy tym razem metalicznego skrzypienia jego głosu i z naszych jasnych oczu biją silniej skry.
Widzi to morderca i dziczeje jeszcze bardziej.
– Zgnębię, nie pozwolę podnieść głowy! Zaczynamy się już trochę uśmiechać.
Wydaje mu się, mordercy, jak gdyby słyszał nasze nieme pytanie: