Dzieje stacji [...] nasłuchu radiowego [1] 5
Zrezygnować na razie ze słuchania nie chcieliśmy w żaden sposób. Pozostała jedna rada: zapakować aparat raz jeszcze i odwieźć go do Mordechaja. W ten sposób po raz trzeci już radioodbiornik znalazł się w mieszkaniu zacnych państwa Gleser z Leszna 69. Tym razem miał tam aparat nieco dłużej [pozostać]. Codziennie o godzinie 8 rano Szmuel pukał przez ścianę do pokoju Mordechaja i wchodził do pokoju. Drzwi zamykano na klucz. Mordechaj stawał na wszelki wypadek przy drzwiach, opierając się plecami o znajdującą się w nich matową szybę. Szmuel wyjmował z szafy aparat, ustawiał go i odbierał potrzebną audycję. Następnie wszystko wracało do normalnego stanu. Pogawędziwszy trochę z Mordechajem, Szmuel odchodził. Jednakże, jak już było wyżej powiedziane, państwo Gleser należeli do osób niezwykle b[...]b podejrzliwych i drobnostkowych. [12] Nie uszły ich uwagi [s] ani codzienne ranne wizyty, ani specjalne środki ostrożności, ani wreszcie nieznaczne drgnienia prądu przy włączaniu aparatu. Przypuszczali, że... Mordechaj wbrew umowie używa piecyka elektrycznego. Na tle tych podejrzeń doszło właśnie do pierwszej wsypy. Pewnego dnia w pierwszym tygodniu grudnia [1941], około godz. wpół do ósmej rano Mordechaj wyszedł do kąpielowego umyć się. Zgodnie z przyzwyczajeniem zostawił drzwi do pokoju otwarte. Skorzystała z tego pani Gleser i weszła do pokoju, chcąc sprawdzić, czy nie ma piecyka elektrycznego. Oczywiście natknęła się natychmiast na radioaparat. W mieszkaniu wybuchła straszliwa burza. Pani Gleser mdlała, płakała i łamała ręce. [Pan] Gleser był nieprzytomny z gniewu i oburzenia. Córka10[...]b [krzyczała?] jak opętana, nie wiedząc, co mówić ani do czego się bb[...]bb Kiedy o 8 przyszedł jak zwykle Szmuel, zastał pośród powszechnego oburzenia Mordechaja bladego, ale opanowanego. Na żądanie państwa Gleser zapakowali obydwaj radioaparat i Szmuel zabrał go natychmiast ze sobą. Wstąpił po jedną z zamieszkałych w tymże podwórku szomerkę i odjechał wraz z nią natychmiast rikszą na Pawią. Zaledwie wnieśli paczkę i dziewczyna odeszła, zastukano do drzwi i wszedł monter z elektrowni, przysłany wskutek reklamacji, złożonej przez Szmuela. Otworzył on prąd i w ten sposób pomimo wsypy u państwa Gleser radioaparat mógł działać niemal bez przerwy.
Mordechaj oczywiście dostał natychmiastową i bezwzględną eksmisję. Postanowiono, że aż do wynalezienia odpowiedniego miejsca zamieszkania, pozostanie on w pokoiku na Pawiej. Stan ten trwał przez blisko 3 miesiące. Przez cały ten czas Szmuel przychodził ciągle po południu i rano, odbierając audycje, [13] na których opierały się komunikaty. W grudniu poruszyła się wreszcie naprzód sprawa nakazu kwaterunkowego. Przeprowadzony z ramienia Biura Kwaterunkowego wywiad nie wypadł wprawdzie zupełnie pomyślnie, ale administrator dowiedział się, że w sprawę ingeruje Biuro Kwaterunkowe i wykazał większą ustępliwość. Uzgodniono ostatecznie, że otrzyma
300 zł (wraz ze 100, które już otrzymał) w 3 ratach 2-tygodniowych. Natychmiast po wpłaceniu pieniędzy wydał on odpowiedni list do Biura Kwaterunkowego i w pierwszych dniach stycznia pokój stał się rzeczywistą własnością stacji.
Teraz jednakże pojawiły się z kolei nowe kłopoty. Oto w domu Pawia 11a, gdzie dotąd elektryczność była regularnie przez cały czas, pojawiać się zaczęły przerwy